Rekolekcje…cz.2

W piątek omawiany był temat TAJEMNICY CIERPIENIA.

Zabijcie mnie, ale nie potrafię powtórzyć. Sama nie wiem, po co ja chodzę do tego kościoła, skoro jednym uchem mi wlatuje a drugim wylatuje??? Chociaż przysięgam, że bardzo się staram zapamiętać, choćby tylko po to, aby sobie tutaj na blogu zapisać – ku pamięci. Staram się wydobyć z tych swoich szarych komórek pozostawiony tam ślad. No, ale przecież nie pochlastam się z tego powodu, że tak wiele mi umknęło. Zastanawiam się – czy prochy, znaczy się leki  z apteki,  pomogłyby mi na sklerozę???

Jak przez mgłę, przypominam sobie, że była mowa o małżeństwie, które bardzo pragnęło i bardzo długo, nie tylko starało się o dziecko, ale także gorliwie o ten dar modliło się.  Stał się cud. Doczekali dziecka. Szczęście i radość nie do opisania. Aż tu nagle z niewiadomej  przyczyny dziecko zmarło [nie pamiętam- kilku miesięczne a może 1,5 roczku]   i przyszli do tego księdza [Rekolekcjonisty] z prośbą o pogrzeb. Przyjął ich serdecznie, zapłakaną matkę przytulił, a ojcu z całą serdecznością uścisnął drżącą dłoń. Kiedy opowiedzieli o swym nieszczęściu,  padło pytanie; pochowa ksiądz?Ależ oczywiście – brzmiała odpowiedź. Jak zwykle w takiej sytuacji jawi się pytanie, i tu postawione kapłanowi – dlaczego Bóg zabrał nam nasze szczęście? Kapłan szczerze wyznaje – nie wiem. Musiałbym umrzeć, aby poznać odpowiedź na nie.

Po jakimś czasie ksiądz spotyka tego mężczyznę na ulicy. Po przywitaniu i uścisku dłoni, ów mężczyzna zwierza się, że on już wie, dlaczego Bóg tak bardzo ich doświadczył. -Potrzeba było tego nieszczęścia, abym zrozumiał, co w życiu jest najważniejsze. [Szczegółów nie zapamiętałam].    

Drugi przykład;  o życiu w KL Auschwitz. Opowiada Żyd, który przeżył tą gehennę;  trzy osoby; [dwoje dorosłych i jeden chłopak ok. 15-letni], ukradły   trochę chleba, z głodu. Przyłapani na tym, zostali skazani na śmierć przez powieszenie na oczach jeńców. Dorośli nie męczyli się długo, ale ten chłopak nie mógł umrzeć. Jego ciało długo wiło się na sznurze. Widok nie do wytrzymania. Jeńcy nie mogli znieść cierpienia tego dziecka. Modlili się, aby skonał, a kiedy to nadal trwało, ów Żyd wyszeptał; – Boże gdzie jesteś? Wtedy z tylnego szeregu nachylił się ku niemu mężczyzna i szeptem dodał; – Bóg wisi i cierpi razem z nim.

Tajemnica cierpienia. Poznamy ją, gdy spotkamy się twarzą w twarz  ze Stwórcą.  Były na koniec jeszcze podane słowa NADZIEI.   Znowu nie pamiętam. Podobno w moim wieku za późno już, aby modlić się o rozum [pamięć], dlatego potrzeba mi gorliwie zabiegać o szczęśliwą śmierć, co by to nie znaczyło 🙂 .  Za to doskonale pamiętam Drogę Krzyżową.  Była taka o jakiej zawsze marzyłam.

DROGA KRZYŻOWA z MARYJĄ śladami Jej SYNA – JEZUSA na Golgotę.  

Sobota. TAJEMNICA RÓŻAŃCA

Nasz Rekolekcjonista, darzy wielką czcią Maryję, Matkę Jezusa.   Przekonałam się o tym w czasie Drogi Krzyżowej, a ponieważ sobota, u nas, katolików, jest dniem poświęconym Matce Najświętszej, więc i kazanie nie mogło być na inny temat.  Owa homilia miała nieco osobisty wydźwięk, dlatego nie udałoby mi się jej streścić. Dzięki Bogu natrafiłam na  podobną, wygłoszoną  na Uroczystości NMP Matki Kościoła. Ten przekaz będzie lepszy niż mój opis. Zamieszczę link na całość uroczystości, ale szczególnie zapraszam do wsłuchania się w słowo skierowane do nas przez ks. Jerzego.

http://www.duchaswietego-kk.pl/parafia/index.php/484-uroczystosc-nmp-matki-kosciola-drugi-dzien-odpustu 

W trakcie recytowania tego wiersza dało się słyszeć wśród wiernych pociąganie nosem i dyskretne ocieranie oczu. Trzymałam się dzielnie. Nie pochlipywałam. Siłą powstrzymywałam cisnące się łzy wzruszenia. Obserwowałam bacznie naszego Rekolekcjonistę. Chyba sam się wzruszył. Usiadł na krześle i sięgnął po chusteczkę. Odniosłam wrażenie, jakby nagle przybyło mu lat. MATKA – to słowo, ten wyraz, w jego ustach dźwięczy inaczej. To się da wyczuć, że dla niego to ŚWIĘTOŚĆ. Po zakończeniu mszy św. pobiegłam do domu, aby w internecie odnaleźć sobie treść tego wiersza. Nie dowierzam swemu słuchowi. Muszę to widzieć, czarno na białym. Znalazłam.

https://tadeuszczernik.wordpress.com/2015/03/16/rozaniec-jacek-daniluk/

Natychmiast zapisałam go na swoim blogu, aby mi nie umknął, abym mogła co jakiś czas do niego powracać, bo… ja jeszcze nie osiągnęłam tego etapu co Ksiądz – nie pokochałam RÓŻAŃCA. Wiem. Tamtą notką popełniłam falstart. Cóż. Nie potrafiłam  opanować emocji. Bowiem czytając go ponownie, dałam upust temu, co dusiło moją krtań. Taka gula tam tkwiła. Ustąpiła, gdy mogłam tak po babsku, się wypłakać.

Reklamy