Pytania….

Pod poprzednią notką padło, moim zdaniem, prowokacyjne pytanie skierowane do mnie; niby pół żartem, pół serio;

„a co na to Twoja Bozia?…”

Najprościej było odpowiedzieć – proszę zapytać „Bozię”. Tylko – czy można traktować kogoś poważnie, gdy niepoważnie wyraża się o mojej wierze wiedząc, że jestem katoliczką? Czy nie jest to prowokacją? czy nie są to „podśmiechujki”z poważnej i dla mnie ważnej sprawy??? Często stykamy się z tego rodzaju ironią, szyderstwem i cynizmem przy zadawanym nam pytaniu; „a gdzie był wtedy  Bóg” lub „dlaczego Bóg do tego dopuścił”? Miałabym odpowiadać w imieniu Boga??? Cierpliwości – może… kiedyś Bóg sam ci odpowie.

Gdy pytanie takie pada w chwilowej  słabości ciała – w chorobie, to jeszcze bardziej mnie osłabia. Trudno w nim dopatrzyć się troski o moje zdrowie. A może to prowokacja, abym nagle zapragnęła cudu i tutaj się nim pochwaliła ku uciesze gawiedzi? W tym pytaniu licho siedzi.  Chce mnie wystawić na pośmiewisko.  A mój Bóg tak blisko. Choroba jeszcze bardziej uświadamia mi, że właśnie w cierpieniu, w bólu i słabościach, Jezus jest tak blisko mnie. Jezus  najlepszy Lekarz i Przyjaciel. Skąd o tym wiem? Z wykopalisk swego serca.

Trzeba nam zaufać Jezusowi i współczesnej medycynie. 

Szanuj lekarza za jego usługi,
     jego też stworzył Pan.
     Uzdrowienie pochodzi od Najwyższego (…)
     Pan stworzył lekarstwa pochodzące z ziemi
     i roztropny człowiek nie będzie ich odrzucał. (…)
     Przez nie lekarz uzdrawia i łagodzi ból,
     aptekarz przygotowuje miksturę. (…)
     Synu, w twoich słabościach nie lekceważ tego,
     módl się do Pana, a On cię uzdrowi.
     Oddal błędy i wyprostuj ręce,
oczyść serce z każdego grzechu.
(…)
     Zwróć się do lekarza, gdyż stworzył go Pan,
     niech cię nie opuszcza, on też jest potrzebny.
     Jest czas, że polepszenie znajduje się
     w ich rękach,
     oni także się modlą do Pana,
     aby im dał rozeznanie,
     w celu leczenia i przywracania do życia”
(Syr 38, 1-15). Księga Mądrości Syracha

a co na to Twoja Bozia?…Moja „Bozia” jest tak blisko mnie, jak nikt. Rozumie  bez słów i kocha miłością doskonałą. A ponieważ czuję się już znacznie lepiej, z radością nucę sobie tekst poniższej piosenki.

[P.S. Autorze tego pytania – nie musisz się tłumaczyć i tak Cię lubię, jakby nie było  zainspirowałeś mnie do napisania notki 🙂 .]

 

Reklamy

37 myśli na temat “Pytania….

  1. nie wszystkie pytania trzeba traktować poważnie… wielu wyznawców katolicyzmu jest kompletnie pozbawiona dystansu do swojej religii /nie bierz tego osobiście, to tylko spostrzeżenie natury ogólnej/… tymczasem zaś papież /ten polski, JP2/ znany był z poczucia humoru, także w tych sprawach… jak to jest, że tak wielu ludzi zapatrzonych w swoje autorytety tak się w nie zapatrują, że niczego się od nich nie uczą?…
    p.jzns :)…

    Polubienie

    1. Wiem, wiem, że też nie na wszystkie pytania trzeba zaraz odpowiadać 🙂
      Podobno na stare lata ludzie dziecinnieją, to dlatego słowem „Bozia”
      potraktowałeś mnie jak dziecko??? proszę być konsekwentnym,
      zwłaszcza 6XII; czekać będę na prezent 🙂
      Spośród świętych, nie tylko JP2 potrafił sobie żartować [lubię Jego humor], poczytałam wiele anegdot i dowcipów JP2, na różne tematy, ale jak do tej pory nie zauważyłam,
      aby żartował sobie z „Bozi”.

      Polubienie

      1. no tak, zdrobnienie /np. imienia/ może mieć wiele znaczeń: od sympatii po lekceważący protekcjonalizm, a przekaz netowy słabo oddaje takie sprawy, jak mimika, mowa ciała, czy ton i modulację głosu… akurat ja słowa „bozia” używam na co dzień… wróć, nie na co dzień, bo strasznie rzadko rozmawiam na tematy „teologiczne”, bo mam je od dawna przepracowane i niewiele mnie interesują, co najwyżej jako ciekawostki religioznawcze… nie jest to jednak żaden pejoratyw, obojętnie o jakiej bozi jest mowa, z jakiej religii wziętej, tylko neutralne określenie, skrót taki :)… inna sprawa, że pewne bozie lubię bardziej, inne mniej, ale to akurat jest bez znaczenia… natomiast użycie dużej litery było ukłonem w Twoim kierunku, okazaniem Ci szacunku…
        tak poza tym, to koniecznie musisz coś o mnie wiedzieć… jestem szalenie skromnym człowiekiem, więc nieraz ulegam iluzji, że np. wszyscy wiedzą to, co ja, wszyscy umieją to, co ja i wszyscy mają takie poczucie humoru, jak ja :)…
        p.jzns :)…

        Polubienie

        1. Za ten ukłon, to ja bardzo dziękuję; okazanie szacunku dostrzegłam i doceniłam, tym samym się odwzajemniłam, wszak celowo nie wskazałam, któż to tak pieszczotliwie [po dziecinnemu] mnie w chorobie pyta :); napisałam, że Cię lubię- czy to mało? moje szalenie skromne rozumowanie podpowiada mi, że słowa należy ważyć, dlatego rzadko używam deklaracji „kocham cię”, bo byłaby to deklaracja bez pokrycia i na wyrost. Widać tu mamy podobnie, bowiem napisałeś, że pewne „bozie” lubisz [nie kochasz] bardziej lub mniej a moim skromnym zdaniem …masz do tego święte prawo. Jeśli jednak ma to być życzenie, z reguły mówimy; „daj ci Boże zdrowie” i tu już nie wnikamy jakiego to wyznania Bóg. Bowiem życzenie; „daj ci Bozia zdrowie” brzmi tak jakoś cynicznie – takie jest moje odczucie. No cóż- z odczuciami, podobnie jak z gustami, nie ma co polemizować.
          Czasami tak mamy, że jednych lubimy bardziej a innych mniej, choć miłość bliźniego obliguje nas do tego, aby nie robić różnic. Taka już ułomna natura ludzka, że mimo to stopniuje;
          kocha?, lubi?, szanuje?, nie chce?, nie dba?, żartuje? 🙂
          z ukłonem pozdrawiam 🙂

          Polubienie

          1. u mnie ta miłość bliźniego działa tak, że na dzień dobry każdy ma u mnie „pakiet startowy” tej „miłości” /pozytywnego nastawienia/, ale potem to już bywa różnie, zależnie od tego, co ów ktoś z tym pakietem zrobi i co w ogóle robi… nie uważam tego za ułomność… ułomnością by było, gdybym wszystkich traktował jednakowo bez względu na ich funkcjonowanie…

            Polubienie

              1. nożesz c’mon… czy chciałoby mi się tak miło konwersować z kimś, kto miał(a)by u mnie przechlapane?…
                ale zaraz… teoretycznie jest taki przypadek, gdy ktoś ma u mnie bardzo przechlapane… taktyka taka perfidna, by uśpić czujność i dopaść… ale tu akurat to nie zachodzi…

                Polubienie

    1. Józefie> bo to chyba nie jest wojujący ateista, lecz ateista, dlatego użył słowa „Bozia” z dużej litery 🙂
      mnie jednak podpadło to zdrobnienie; „Bozia”
      Zaś;
      „Ja wiem, w kogo ja wierzę stałością duszy mej:
      Mój Bóg w tym Sakramencie, pełen potęgi swej”;

      a nie jakaś tam dzidzia Bozia.

      Polubienie

  2. Widziałem chyba ten komentarz. Ale nie jestem pewny kto go napisał, więc nie będę się wypowiadał. Może napiszę tylko, że w Sieci jak coś się pisze, to nie ma kontekstu typu ton głosu, tembr głosu, niuansów po których można poznać co ktoś chciał nam przekazać.

    Każdego może spotkać jakaś forma oszustwa, nie ma co mydlić sobie oczu, że nas to nie dotyczy. Teraz jak doszedł jeszcze Internet, maile, to w zalewie spamu można znaleźć niby to ofertę dla nas idealną, która okazuje się totalną lipą. Tylko kto potem będzie czytał jakąś serię książek, którą zamówiliśmy w przypływie emocji, albo łykał super preparat pomagający na wszystko. Tylko czujność może nas ochronić.

    Pozdrawiam!
    Mozaika Rzeczywistości.

    Polubienie

    1. Piotrze > moim zdaniem- to mało ważne kto napisał tego słowa; gdyż odnoszę się jedynie do ich treści.
      Czy można sobie żartować z Boga? Jest – komizm słowa; – komizm postaci; – komizm sytuacji.
      Boga bym do tego nie mieszała.

      Polubienie

  3. i ja pod tym komentarzem się wpisałam
    *
    a ze mną Piotrze jest tak
    że mi ciągle tej „Bozi” brak
    choiaż (pędzę z raportem) –
    jestem drugim sortem
    *
    Moja „ Bozia” też jest bardzo blisko, ale to dzięki temu, że ktoś kiedyś potrafił mi Boga przybliżyć na tyle, że tak już do dzisiaj zostało. Moi rodzice nigdy niczego w tej dziedzinie mi nie nakazywali, nie zmuszali … widziałam jak tato wieczorem klęka w drugim pokoju, kochałam tatę wiedziałam, że co robi jest dobre … chciałam żeby mamcia przyniosła mi czasem z biura jakieś kartki czy ołówki, wszyscy tak robili, ale mamcia powiedziała – tak nie wolno, sobie też nigdy niczego cudzego nie wzięła, dziecko, mówiła, nikt nie widzi ale widzi Pan Bóg, jako dziecko wiedziałam, że kocha tego Pana Boga i niczego „co by go mogło zasmucić” nie chce zrobić. To dziecięca wiara z której się wyrasta, ale dobry podkład na przyszłe lata … i tu znowu miałam szczęścia, ale rozpisywać się nie będę … Kiedyś bardzo lubiłam dyskusje z ateistami, miałam i mam wielu wśród przyjaciół. Kiedyś w podziemnym KIK-u spotykaliśmy się i długie godziny spędzaliśmy na dyskusjach. Zostały po tych czasach przyjaźnie, a nawet małżeństwa. Pamiętasz, pisałam o moich dwóch serdecznych przyjaciołach, o przyjaźni po grób, jeden z nich był ateistą wtedy w latach 70-tych brał ślub kościelny jako ateista, szanował wiarę żony, ona jego ateizm. Moim rodzicom do głowy by nie przyszło wartościować. Wtedy to było takie naturalne , nie ateista, nie człowiek innej wiary może zniszczyć wiarę, zniszczyć może ją nienawiść i to nie cudza, a własna. Zło nie wchodzi do serca , tylko z niego wychodzi.
    Ale czasy były inne. Dzisiaj polityka wymieszała się z wiarą i to jest piekielna mieszanka , taka, która buduje mury i szufladkuje … Już nie wiadomo kto z kim i z czym wojuje i z powodu czego wojuje. Z wiary często robi się przedmiot do zdobycia czegoś, a to fatalne. Ja raczej unikam blogowych dyskusji na temat wiary (na tematy polityczne jestem ostra), chyba do niczego nie prowadzą, przeważnie strony „okopują się” i co najgorsze z pobłażliwą wyższością spoglądają wzajemnie na siebie – a to koniec porozumienia. Pamiętam nasze dawne rozmowy – byliśmy ciekawi tego drugiego świata i nikt nie chciał ranić. Teraz rani się, żeby zranić ale też często niechcący. Ważne jest Basiu, czy rani się świadomie, w celu zranienia, czy się ktoś zapędzi nie sądząc, że zrani … może tak było w tym przypadku.

    Polubienie

    1. Malino- dziękuję; bardzo mądrze napisałaś. Już kiedyś w rozmowie ze świadkami Jehowy, [gdy nalegali na dyskusję o Bogu] stwierdziłam – o Bogu się nie dyskutuje, a do Boga się modli, lecz modlić się razem ze mną nie chcieli 🙂
      W życiu różnie bywa i każdy sam podejmuje decyzję, także w kwestii wiary.
      pozdrawiam 🙂
      P.S. czy to „Bozia” sortuje,
      że się tu Ją wywołuje?
      Mnie to wisi jakim sort;
      w politykę wdał się czort;
      zawijam w bezpieczny port;
      nie ma to, jak u Pana Boga za piecem;

      Polubienie

  4. Są takie dyskusje, których głębia mojego umysłu nie jest w stanie przeniknąć, ani sensu ich pojąć, ale po prostu, może warto byłoby się spytać:”co/kto to jest Bozia”.

    Polubienie

  5. Ja mam za to inne pytanie? Czy niewiedza jest cnotą? Mimo wszystko nalegam na zmianę stanu medycznej ogólnej wiedzy z mniejszej na większą. Nie wiem, co Ci dolega i nie zamierzam publicznie roztrząsać Twego stanu zdrowia, ale warto pogłębić wiedzę chociażby w takowej kwestii: brak ruchu powoduje zastoinowe zapalenie płuc. Trudne do zdiagnozowania przez kiepskiego lekarza, zwłaszcza w początkowej fazie. Niewydolności krążeniowe również doprowadzają do stanu „topienia się”. Po prostu płuca zalewane są płynami ustrojowymi. Więc warto również poznać kwestię „zastoinowej niewydolności serca”. Zresztą płuca i serce ( a także nerki) to organy ze sobą ściśle powiązane, choroba jednego z nich daje objawy gdzie indziej. Stąd częste błądzenie wśród kiepskich lekarzy, a ponieważ dobrych lekarzy jest jak na lekarstwo…więc stosuj zasadę, pacjencie lecz się sam, oczywiście pod kontrolą lekarza.

    Polubienie

    1. czy niewiedza jest cnotą?… to jest naprawdę świetne pytanie, zwłaszcza że złych ludzi (podobno) nie ma, są tylko niedoinformowani i wystraszeni (czyli też niedoinformowani)…
      „ateistów wojujących” też nie ma, to tylko dziwny zlepek słów na określenie fikcyjnych tworów niektórych umysłów, ale ten kto o nich wspomniał w tej dyskusji gdzieś powyżej na forum miał rację w jednym: to była prowokacja dotycząca właśnie braku ruchu…
      natomiast co do reszty, to równie świetnie to wyłuszczyłeś… a puenta sumaryczna tego jest taka:
      „ruszaj się Aisab więcej, ale mądrze”…

      Polubienie

      1. Nie zgodę się ze zdaniem, że wojujących ateistów nie ma. Z mojego punktu widzenia ja ich widzę i dostrzegam. Piotrze musielibyśmy zamienić się miejscami abyś i Ty ich dostrzegł, ale…na to nie
        pójdziesz, więc zamilknę; podobno „mowa jest srebrem a milczenie złotem”. Nie będę wkładać kija w mrowisko 🙂
        Trafiłeś w sedno, w samą dziesiątkę pisząc; „ruszaj się Aisab więcej, ale mądrze”…
        Gdyby jeszcze tak chciało mi się chcieć jak mi się nie chce…

        Polubienie

        1. ja zauważyłem tyle, że terminem „ateista wojujący” często nazywa się antyklerykałów… wystarczy wypowiedzieć się krytycznie na temat roli Kościoła Rz-kat. w państwie lub o samym K.Rz-kat., by otrzymać taką etykietkę… to jest kompletnie bez sensu, gdyż tak się składa, że większość antyklerykałów to ludzie wierzący „po swojemu” /własnowiercy/… nie znam historii tego nonsensu, ale jest on zgodny z kościelną logiką, że skoro ktoś nie wierzy w bozię według kościelnych wskazówek, to nie wierzy w żadną… co prawda jest grupa przytomniejszych księży, którzy tego nie rozumowania nie popierają, ale w ogólności tak to właśnie działa…
          natomiast jestem w stanie pójść na kompromis i wyobrazić sobie ateistę, który próbuje jakoś mocno wpłynąć na innych, by przestali wierzyć w jakąkolwiek bozię i faktycznie można go nazwać „a. wojującym”… głupie to próby, bo „nawrócić” na ateizm nikogo się nie da, ale wśród ateistów jest podobny odsetek idiotów, co w wśród wierzących, tak więc może się zdarzyć też i taka odmiana idiotyzmu…
          p.jzns :)…

          Polubienie

          1. Piotrze> temat „wojującego ateisty” wymagałby oddzielnej notki, wszak nie da się tego rozwinąć w komentarzu. Antyklerykał i „wojujący ateista” , moim zdaniem, to nie to samo. Zarówno jeden i drugi może zasiać ziarno wątpliwości, a w przypadku słabej wiary, tzw. letniości [ew. „bądźcie zimni albo gorący”] sprawi, że ktoś porzuci ścieżkę trudną, wąską i pełną barier wiodącą do Jezusa.
            Licho nie śpi i nie przewidzimy – kim się posłuży. Każda miłość jest wymagająca.

            Polubienie

    2. Zbyszku> lekarz pierwszego kontaktu jest tak trudno dostępny, że musiałabym chyba udać się prywatnie, by być poważnie zdiagnozowaną. Antybiotyki nie pomagają, albo na mnie nie działają.
      Póki co wiem, że nie wolno mi nic mówić, ani nawet szeptem, ani się śmiać, ani głęboko oddychać.
      Jeśli tylko naruszę ten zakaz, zaraz łapie mnie silny atak kaszlu podobny do…kokluszu. Mam tego już po dziurki w nosie i jeszcze wyżej, bo to za długo mnie męczy. Próbowałam już różnych metod; sok malinowy, syropy, len, miód, cytryna itd. Nic nie skutkuje.
      Przed chwilą spadł śnieg, więc jak tu ruszyć się z domu kiedy jestem zmarzluchem?

      Polubienie

      1. Prywatni lekarze często są przereklamowani, nie ufam im. Chodzi mi o znalezienie dobrego specjalisty. Antybiotyki na zastoinowe zapalenie płuc nie pomogą, a trzeba brać pod uwagę jeszcze POCH. Kaszel może być wywołany niewydolnością serca. Reakcja obronna na zaburzenia rytmu. Niestety, bez diagnostyki nie ugryziemy tematu. Echo serca, spirometria i te badani krwi, które ponoć zrobiłaś, to dopiero początek. Po kolei trzeba eliminować. Jeśli idzie o płuca: obturacyjne zapalenie płuc, zastoinowe zapalenie płuc, astmę. Jeśli idzie o serce, echo powinno wykazać. Badanie krwi wykaże choroby nerek, o ile zlecisz te wszystkie parametry nerkowe. A na dworze jest fajnie, gdy zimno, wystarczy się cieplej ubrać. Zresztą idzie ocieplenie. Skoro jesteś zmarzluchem to też są sugestie: brak B12, D3 lub nadciśnienie, cukrzyca. No niestety, to trochę szukanie tej jednej igły w skrzynce z podobnymi wielkością gwoździami.

        Polubienie

        1. Niedociśnienie, stąd słabe krążenie; sen już nie 12h/d ale dłużej; kiedyś to ja byłam ranny ptaszek, a teraz śpię jak suseł. Tak mi się odmieniło. Przyczyna to brak ruchu; jakoś ciężko jest mi oderwać się od kanapy.

          Polubienie

          1. Mocna herbata, mocna kawa, nie wierz w bajki, że szkodzi. Do tego uzupełnij elektrolity i obowiązkowo godzina spaceru dziennie, albo więcej. Jakie masz tętno? No i nadal nie wiem jakie wyniki z Echa, bo miałaś ponoć robione.

            Polubienie

            1. Nie miałam robionego echa serca. Miałam robioną gastroskopię, a po niej antybiotyk. Potem wizyta u innego lekarza – znowu antybiotyk, a teraz zapalenie oskrzeli i znowu antybiotyk – ileż można?
              Zbyszku> wizyta u lekarza, który ma na pacjenta wyznaczone 5 min, to zakrawa na kpiny. Klepanie w klawiaturę komputera zajęło mu więcej niż 5 min. Zaś lista pacjentów do przyjęcia to tasiemiec.
              Powinnam iść do kontroli i zgłosić, że leczenie nie przyniosło wielkiej poprawy, ale jak pomyśle, o tej kolejce pod gabinetem, to zaraz czuję się dobrze 🙂
              Już od miesiąca prawie wcale nie wychodzę z domu; trzymam się grzejnika, a mąż tylko dokłada do pieca koks, bo przy ogrzewaniu c.o. gaz, to mi za zimno. Muszę się wziąć w garść i… tyle.

              Polubienie

              1. Zapalenie oskrzeli czy POCH? To drugie leczy się zupełnie inaczej. Ponadto, nie gniewaj się, jeśli antybiotyk nie pomógł, to zostają dwie kwestie: czosnek i propolis. Ewentualnie wymaz i antybiogram. Jeśli jednak to POCH, to poproś nie o receptę, ale o skierowanie do pulmonologa. Popytaj, który dobry i nawet idź bez skierowania, na prywatną wizytę. Niestety, dobry pulmonolog ma długie kolejki.

                Polubienie

  6. Ateiści wojujący są, gdyż tam, gdzie jakakolwiek ideologia jest, tam znajdą się wojownicy, a skoro wojownicy są, to i armię ktoś chętnie utworzy. Dotyczy to każdej ideologii, bywa, że czasami również religie nie są wolne od tego pierwiastka. Natomiast warto zawsze się zapytać, czy podążanie za jakąkolwiek ideologią bierze się z głupoty, czy z jakiegoś interesu. Bo jeśli to interes, to chcę wiedzieć, kto na tym zyskuje, a kto traci. Z religiami jest oczywiste, KTO ZYSKUJE, natomiast z ateistami tej oczywistości nie ma. A nie ma nic gorszego, niż zyski potajemne. No chyba, że z głupoty, to wtedy nie warto dyskutować.

    Polubienie

    1. ateizm nie jest ani ideologią, ani światopoglądem… to tylko pewna własność osobnicza, polegająca na braku wiary w jakąkolwiek bozię, albo /wersja hard/ na wierze, że żadnej bozi nie ma…
      no, ale wiemy jak to jest… wypijesz kieliszek wina i ktoś się uprze idiotycznie, by Cię nazwać alkoholikiem… niejaki Dawkins wykazał się przynajmniej tą dozą uczciwości, że głoszoną przezeń ideologię nazwał „NEW atheism”…

      Polubienie

  7. Z Boga to raczej nie można żartować. Chyba jednak ten komentarz to raczej do Ciebie był skierowany, w sumie teraz to już nie jest tak ważne. Jednak pewne zastanowienie nad całością zostaje.

    Pewnie jutro dowiem się co i jak. Może też dostanę odpowiedź kiedy będzie informacja wysłana do urzędu pracy i ewentualnie od kiedy zacznę staż.

    Akurat u rodziny ze strony Staruszka tematy polityczne są dość częste, a dyskusja jest właściwie pozbawiona sensu. Czuję się wtedy tak, jakbyśmy wzajemnie rzucali grochem w ścianę, która nas dzieli. Bo różnice w poglądach zawsze były i będą, tylko pytanie jest czy spotkania towarzyskie są dobrym momentem na ich wyrażanie.

    Pozdrawiam!

    Polubienie

    1. Mnie też się tak widzi, że lepiej z Boga sobie nie żartować; czy się w niego wierzy czy nie.
      Piotrze, przez te dyskusje polityczne, to rodzina [nie tylko rodzina] może popaść w niezłą kabałę.
      Szkoda na to czasu i zdrowia. Po co się stresować.

      Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s