Narzeczeństwo…

Jak długo powinien trwać okres narzeczeństwa?

Choć według statystyk, liczba osób decydujących się na ślub maleje, to dla wielu dorosłych ludzi wciąż jest to jedno z najważniejszych wydarzeń w życiu. Kwestią sporną pozostaje często długość poprzedzającego go okresu narzeczeństwa.

Pamiętam rozmowę z koleżanką, która zawarła związek małżeński [ ślub cywilny]  po 3 m-cach znajomości.  Pytała mnie o zdanie – czy wróżę trwałość tego ich związku?. Podobno była to MIŁOŚĆ OD PIERWSZEGO WEJRZENIA. Dla mnie to oczywista oczywistość, że trwałość związku zależeć będzie właśnie od głębokości tego „WEJRZENIA„. Wszak miłość od pierwszego wejrzenia może [ale nie musi] być mylona z chwilowym zauroczeniem. Koleżanki małżeństwo przetrwało tyle samo, ile trwało narzeczeństwo – 3 miesiące. Niedawno krewna, wielce zapłakana i rozżalona, zwierzyła mi się, że jej związek [na szczęście niezalegalizowany] rozleciał się po 5 latach.  Chłopak z nią zerwał i strasznie to przeżywa. Jej życie straciło sens. Nie ma chyba [tak sobie myślę]  reguły [recepty] na właściwy okres przedślubny oraz na szczęście małżeńskie.

„O czym marzy dziewczyna,
Gdy dorastać zaczyna,
Kiedy z pączka przemienia się w kwiat?
Kiedy śpi, gdy się ocknie,
Za czym tęskni najmocniej,
Czego chce, aby dał jej świat?

Odrobinę szczęścia w miłości.
Odrobinę serca czyjegoś,
Jedną małą chwilę radości
Przy boku kochanego.
Stanąć z nim na ślubnym kobiercu,
Nawet łzami zalać się,
Potem stanąć sercem przy sercu
I usłyszeć: „Kocham cię”.”

Romantyczne filmy z miłosnymi zwrotami akcji kończą się zwykle ślubnym kobiercem. Bajkowe zaręczyny, huczne wesele, a potem “żyli długo i szczęśliwie”.     A gdy ta chwilka na ślubnym kobiercu mija, to zaczyna się…życie. Happy-endy niestety to rzadkość w realu. W polskich miastach prawie co drugie małżeństwo kończy się rozwodem. Żyli długo i szczęśliwie… Tak kończy się niemalże każda bajka. Jednak życie to nie bajka. Każdy związek, zalegalizowany lub nie, przeżywa lepsze i gorsze chwile. Myśmy z mężem „chodzili ” ze sobą 5 lat zanim stanęliśmy na ślubnym kobiercu, a i tak nie udało się uniknąć kryzysów.  ŚLUB i co dalej?

Opracowanie amerykańskiego socjologa M. A. Wilsona na temat trwałości różnych związków małżeńskich. Oto kilka wniosków:

  1. Związek cywilny – rozwodzi się 1 para na dwie (50% rozwodów)
  2. Związek po ślubie kościelnym, ale bez praktyk religijnych – rozwodzi się 1 para na trzy (33% rozwodów)
  3. Związek po ślubie kościelnym i coniedzielna msza św. – rozwodzi się 1 para na pięćdziesiąt (2% rozwodów)
  4. Związek po ślubie kościelnym, coniedzielny udział we mszy św. i codzienna wspólna modlitwa – rozpada się1 para na 1429 (0,07% rozwodów)

43-lata

Zaobrączkowani czy nie, tak naprawdę nie jesteśmy w stanie przewidzieć przyszłości oraz losów naszej miłości. W związku bardzo łatwo przekonać się, jak cienka jest granica pomiędzy miłością a nienawiścią.


Na marginesie; Mirek wreszcie reaktywował bloga; widać miarka się przebrała, musiało mocno go „podjarać” skoro zabrał się…  za politykę. Nie powiem – delikatnie zaczął, tylko „TROCHĘ POLITYKI

https://mirekzabrze2018.wordpress.com/2019/02/03/troche-polityki/comment-page-1/#comment-2459

Reklamy

28 myśli na temat “Narzeczeństwo…

  1. mamy kompletnie inną filozofię na temat kwestii związków, a także ślubu i małżeństwa, więc nie ma sensu, byśmy ten temat rozwijali dyskusyjnie…
    co do rozwodów chyba zresztą też, bo dla mnie istotne jest, czy ludzie w związku /także rejestrowanym/ są ze sobą szczęśliwi w tym związku, a nie to, aby „nie było rozwodu”, zaś statystyki dotyczące rozwodów kompletnie mają się nijak do tego, ile małżeństw, które do tej pory się nie rozwiodły to związki szczęśliwe, a które tylko udają taki związek…
    p.jzns :)…

    Polubienie

    1. Powiadasz, że istotne jest – „czy ludzie w związku /także rejestrowanym/ są ze sobą szczęśliwi „.
      Zapytam – czy szczęście, to nie jest pojęcie względne???
      Mieć szczęście oznacza:
      -sprzyjający splot okoliczności ,
      -pomyślny los, fortuna,
      -powodzenie w realizacji celów życiowych,korzystny bilans doświadczeń życiowych.
      Odczuwać szczęście oznacza:
      -(chwilowe)odczucie bezgranicznej radości, przyjemności, euforii i upojenia
      -(trwałe)zadowolenie z życia połączone z pogodą ducha i optymizmem, ocena własnego życia jako udanego,wartościowego i sensownego.
      Z autopsji wiem, że w wieku 17 lat [wtedy poznałam męża] czym innym było dla mnie szczęście; a przez kolejne lata owo pojęcie szczęścia ewoluowało z dnia na dzień, z roku na rok, aż do dziś przeszło takie przeobrażenie, że w niczym nie przypomina szczęścia sprzed 50 lat; przepoczwarzyło się tak bardzo, że nic a nic nie przypomina dziewczęcych wyobrażeń o szczęściu i tamtych marzeń. Co by to było, gdybym co roku dopasowywała partnera do aktualnego pojęcia „szczęścia”. A KONSEKWENCJE tego? Moim zdaniem; to już lepiej dopasowywać pojęcie szczęścia do aktualnych warunków, zaś przy wyborze życiowego partnera/partnerki wykazać się ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ i ROZTROPNOŚCIĄ.
      Życie to nie jest bajka…żyjąc w związku bierze się odpowiedzialność za siebie, za partnera i za…potomstwo, a więc także za ich wyobrażenie o szczęściu.Jakże czasami trudno jest pogodzić te pojęcia szczęścia dwu osób, a co dopiero rodziny.
      Rzadko, bardzo rzadko zdarza się, aby rozwód nie stanowił krzywdy dla jednej ze stron, a w sytuacji gdy są także dzieci, to ich krzywda największa.
      Czasami rozwód jest mniejszym złem, ale…jest to ZŁO. Zdarza się także, że to zło pociąga za sobą tragedię.

      Polubienie

      1. mowa o szczęściu w tym drugim znaczeniu, jako „happiness”, a nie „good luck” /ach ten język polski, pełen homonimów :)/…
        i rzecz jasna masz rację, że obecna percepcja i pojmowanie tego szczęścia różnią się od tegoż ileś tam lat temu… ale tego zaplanować się nie da, jak owa percepcja i pojmowanie zmienią się za te ileś lat… tak więc jak można zaplanować dziś związek tak, aby był szczęśliwy za te ileś lat?… zwłaszcza, że związek szczęśliwy nie polega na szczęściu jednej osoby, ale wspólnym obojga… mnie zaś wychodzi na to, że sugerujesz, aby planować to szczęście, a to oznacza narzędziowe traktowanie tej drugiej osoby…
        a wracając do rozwodów, to przypomina mi się para znajomych, którzy rozeszli się, ale o rozwód nie wystąpili, nie chciało im się, nie był do niczego potrzebny… wcale im to nie przeszkadzało realizować się w swoich kolejnych związkach… wystąpili o rozwód dopiero po dziewięciu latach, bo której ze stron było to potrzebne do jakiś formalnych celów… sędzina była zdumiona, pojąć nie potrafiła tego przypadku…
        jest to świetny przykład na to, jak niewiele mówią dane statystyczne dotyczące małżeństw i rozwodów na temat stanu faktycznego…

        Polubienie

        1. Napisałeś; „mnie zaś wychodzi na to, że sugerujesz, aby planować to szczęście, a to oznacza narzędziowe traktowanie tej drugiej osoby…
          ależ broń mnie Panie Boże abym tak sugerowała; czy pomyślała;
          doświadczyłam nieraz tego, jak plany biorą w łeb.
          Zarówno w przypadku związku jak i rozwodu, gdy nie ma dzieci, to spełnia się powiedzenie;
          największy w tym ambaras aby dwoje chciało naraz„.
          W przeciwnym razie zawsze jedna strona cierpi i to bardzo [w notce przykład krewnej] .
          Dane statystyczne zawsze ujmują zagadnienie ogólnie;
          mój/nasz związek również nie da się ująć w „statystykę” ani w żadne ramki. Raz na wozie, raz pod wozem; ale zawsze jedziemy razem.
          Swoiste indywiduum 🙂 🙂 🙂

          Polubienie

          1. związki są jak koty… niby wszystkie jednakowe, a każdy jakże inny od drugiego…
            ale zauważ, jak idiotycznie są ustawione postawione te badania statystyczne… zamiast postawić prozaiczne, banalne pytanie: „czy jesteś w związku i czujesz się w nim dobrze?” koncentrują się na takim głupim detalu, jak formalne rozwiązanie umowy dokonywanej przy rejestracji związku… to tworzy fałszywy obraz rzeczywistości, a jednocześnie formatuje wielu ludzi na taką głupowatą mentalność, że to nie chodzi o to, by ludziom (w związku) było dobrze, ale „aby tylko nie było rozwodu”…
            a co do tego dobra dzieci, to jakież to dobro dla nich, gdy dwoje ludzi zmusza się do znoszenia siebie nawzajem w imię tego rzekomego „dobra”?… taki młody człowiek widzi,obserwuje te sztuczne, udawane relacje, pozbawione pozytywnych wibracji, co najwyżej czasem przebija w nich jakaś złość, wdrukowuje mu się to w umysł, że to właśnie tak ma być i przenosi to potem na własne życie, na własne funkcjonowanie, jak dorośnie…
            to rzecz jasna nie oznacza, by po pierwszym nieporozumieniu czy kryzysie od razu się rozchodzić /rozwodzić/, tak pomyśli tylko burak, gdy przeczyta moje słowa… to tylko chodzi o to, że wiele osób ma przestawione pojęcia, dla nich trwałość jest głównym celem, nie potrafią pojąć, że trwałość to tylko skutek, oznaka tego, że w związku /czy małżeństwie/ wszystko gra jak należy…

            Polubienie

          2. Piotrze > moim zdaniem> badania są poczynione pod kątem religijnym.
            Na ile są odzwierciedleniem faktycznej sytuacji – można się spierać, bo każdy będzie patrzył na nie przez pryzmat swego punktu widzenia. Inaczej do nich ustosunkuje się osoba wierząca [KK, bo chyba protestanci nie uznają sakramentu małżeństwa], a inaczej ateista czy agnostyk.
            Przykład; ślubowałam mężowi publicznie, nie tylko w obecności kapłana i świadków, ale wierząc, że także w obecności Boga. Miała to być świadoma przysięga. Nie mogę więc sobie robić z gęby cholewki i przy byle okazji [mniejszym lub większym kryzysie] dać nogę.. Przysięga, to przysięga [ dla wierzącego w obliczu Boga] skłania do szukania „tego co łączy a nie tego co dzieli„. A skoro w obliczu Boga, to…Bóg jako wszechmogący jest nie tylko świadkiem, ale może być także ratunkiem. Niezbędne
            DARY DUCHA ŚWIĘTEGO dla człowieka niedoskonałego. Wiem, Ciebie – jako agnostyka- to nie przekona, lecz my, wierzący, upatrujemy w tym moc i pomoc.

            Polubienie

        2. Powiadasz; „gadu…gadu….” 🙂 🙂 🙂
          Tu nie tylko o inne podstawy bazowe się rozchodzi,
          lecz także o wiele różnych czynników ludzkich;
          np. mentalność; odporność psychiczna;
          lęki; fobie; charaktery, środowisko etc…etc…
          chodzi o CAŁOKSZTAŁT LUDZKICH SPRAW;
          stąd tak trudno znaleźć drugą swoją połówkę;
          zaś każdy „stan” ma swoje plusy i minusy;
          na moim weselu zabawiano nas
          przyśpiewkami ludowymi; m.in.
          „kamień młyński -woda płynie;
          stan małżeński nie zaginie;
          kamień młyński się obraca,
          stan małżeński się nie odwraca…”
          są różnego rodzaju PRZYSIĘGI,
          nie tylko małżeńska i jakoś rzadko się je
          podważa i nad ich treścią polemizuje;
          tylko ta małżeńska czasami traktowana jest,
          jak okowy, pęta, węzły i Bóg wie co jeszcze.
          A jakby tak znieść wszelkie przysięgi???
          przecież nasze stosunki między ludzkie powinny
          opierać się na zaufaniu???
          Chyba wiem dlaczego potrzeba ślubu….
          aby nie spełniły się słowa;
          „przysięgał póki sięgał, a jak dostał, to przestał ” 🙂 🙂

          Polubienie

            1. dostał to po co sięgał 🙂 🙂 a wtedy przysięgać przestał 🙂 🙂 [żart]
              stąd to zabezpieczenie przysięgą w kościele, bo wtedy nawet jak już dostanie,
              to nie przestanie – kochać 🙂

              Polubienie

    1. Mirku – chyba nie ma reguły; każdy człowiek jest inny; inny charakter, inne warunki wychowania, inne środowiska z których się wywodzą; inne temperamenty, inne czynniki rzutujące na decyzję;
      najważniejsze aby natrafić na tą „swoją” drugą połówkę;

      Polubienie

  2. Jak długo powinien trwać związek narzeczeński? Myśle, że odpowiedź jest prosta. Tak długo, aż obie strony poczują, że chcą być ze sobą na zawsze i że są gotowe do podjęcia takiego wyzwania, jak małżeństwo.

    Polubienie

    1. Racja Ewo, lecz los bywa złośliwy i wtedy kiedy uznają, że są gotowi do zalegalizowania związku, to może nagle pojawić się jakaś przeszkoda. Myślę, że nia ani reguły ani recepty na udany związek;
      pozdrawiam 🙂

      Polubienie

  3. Witaj Basiu.
    „Jak długo powinien trwać okres narzeczeństwa?”.

    Znam takich,gdzie narzeczeństwo trwa już ok.40 lat.Są to moi bardzo dobrzy znajomi,bardzo sympatyczna i prawdopodobnie dobrana i szczęśliwa para.Co rok przymierzają się,żeby formalnie zalegalizować swój związek i za każdym razem wymyślają jakieś przeszkody.
    Ale się nie podają,bo chęci mają.

    Masz oczywiście rację.Jeżeli w związku są dzieci,to jest także odpowiedzialność.
    Tylko trwale małżeństwo,oparte na miłości wzajemnym zrozumieniu może dzieciom zapewnić bezpieczeństwo.
    Bo jak napisałaś:
    „Raz na wozie, raz pod wozem; ale zawsze jedziemy razem”.
    Pozdrawiam serdecznie.

    Polubienie

    1. Józefie > a to się uśmiałam z przypadku Twoich znajomych. Chyba posiadają anielską cierpliwość. 40 lat, to naprawdę czasu szmat. Nie, to nie na moje nerwy. Wóz albo przewóz. Prędzej kostucha do nich zawita niż ksiądz ze stułą; albo urzędnik z rotą przysięgi małżeńskiej. Eee> im chyba tak naprawdę nie zależy na zalegalizowaniu związku, bo; „dla chcącego nie ma nic trudnego”.
      Trwałe małżeństwo, to nie tylko bezpieczeństwo dla dzieci, lecz również dla partnerów choćby np. na starość. No i zabezpieczenie finansowe. Znajomy rozwodził się 2 razy i za każdym razem po rozwodzie zostawał z niczym czyli zaczynał od zera; póki w kwiecie wieku, to pół biedy, jakoś można odbić się od dna; ale na starość zaczynać od zera; to by człowieka wzięła ch….znaczy się choroba 🙂 jak tu potem z jednej emerytury zaradzić takiej chorobie, gdy na starość bez niej; tu mnie boli….tu mnie rwie….tam mam dziurę, a tam dwie….a tak> mamy dwie emeryturki, więc sobie gruchamy bo nie tylko na lekarstwa mamy 🙂
      odwzajemniam serdeczne pozdrowienia 🙂

      Polubienie

        1. Piotrze> cierpliwość w dążeniu do celu; niby czegoś chcą ale nic nie robią [albo za mało] aby związek zalegalizować. To nie jest bez znaczenia, gdyż prawa i obowiązki małżonków są ujęte nie tylko w przepisach kościelnych, lecz także państwowych [np. prawo spadkowe; prawo do udzielania informacji o stanie zdrowia w szpitalu… itd]. Dlaczego pary homoseksualne dążą do prawa usankcjonowania ich związków? każdy związek ma swoje plusy i minusy, lecz moim zdaniem; związek nieformalny [nie zalegalizowany, nie zaobrączkowany] napotyka na większe trudności; pomijając już interpretację [wykładnię] przepisów wyznaniowych. Katolik żyjący w związku nieformalnym nie mógłby korzystać np. z komunii św. ; nie mógłby być także chrzestnym/chrzestną… itp.
          Kiedyś mówiło się, że ślub cywilny to „karta rowerowa„, dopiero kościelny to „prawo jazdy„, zaś obrączka rzekomo oznaczała „zakaz ruchu po obcym brzuchu” 🙂 🙂 🙂

          Polubienie

          1. jeśli są ze sobą i jest im dobrze, to pewien „cel” już jest realizowany, choć takie „zadaniowe” podejście do związku wydaje mi się nieco dziwne…
            żeby nie było, to ja wcale nie neguję instytucji małżeństwa… sam mam za sobą rejestrowany związek i wiem, dlaczego to wtedy zrobiliśmy, był to po prostu ukłon w stronę niektórych osób w naszych rodzinach, TYLKO i WYŁĄCZNIE…
            kluczowe w tym jest pytanie „dla kogo my jesteśmy razem?”… a drugie: „dla kogo bierzemy ślub?”… dla siebie samych, czy dla otoczenia, aby im zrobić dobrze?… jedno z drugim nie musi wcale kolidować, ale na pierwszym miejscu stawiam to pierwsze… jeśli nie jest aż takie konieczne, by innym zrobić dobrze, to rejestracja (ślub) jest dla takiej pary zupełnie zbędna, bo skoro oboje WIEDZĄ, że się kochają, to ufają sobie, tak?… jeśli jedna strona w takiej sytuacji nastaje na formalną umowę, to znaczy, że coś z tym zaufaniem jest nie tak…
            oczywiście taka umowa ma pewne walory praktyczne, porządkuje pewne sprawy, ułatwia poruszanie się w realiach społecznych, dlatego na przykład sporo nieformalnych związków po wielu latach bycia ze sobą bierze ten ślub… ale zauważ, że to „ułatwia” wynika z tego, że to właśnie to otoczenie (społeczne) tworzy takiej nierejestrowanej parze trudności…

            Polubienie

          2. aha… jeszcze ta kwestia par jednopłciowych… wydaje mi się, że oni po prostu chcą, by społeczeństwo uznało, że to co tą parę łączy jest tak samo wartościowe, jak to, co łączy pary różnopłciowe… a za tym idzie dążenie, by mieć prawo do tych samych ułatwień, które mogą być udziałem takiej pary, jeśli ten formalny ślub weźmie…
            nie znam za bardzo, właściwie prawie wcale nie znam takich ludzi, więc to są raczej moje przypuszczenia, wiem tylko, że są tacy wśród nich, którym to prawo do rejestracji nie jest potrzebne… piszę „prawie”, bo mam kuzynkę „les”, która od lat jest razem ze swoją partnerką i wiem od niej, że obie mają gdzieś to całe zamieszanie na temat ślubów par jednopłciowych…

            Polubienie

            1. Miłość jest wartościowa [podobno] zawsze i wszędzie. Niby o tym wszyscy wiedzą, a mimo to dążą do prawnego [religijnego] jej usankcjonowania. O ile pary „jednopłciowe” mogą dążyć do zalegalizowania ich związku byle się dowartościować [widzi mi się…odpowiadają wyłącznie za siebie ] to już w przypadku związków partnerskich odmiennych płci wygląda to poważniej, gdyż ta odpowiedzialność dotyczy nie tylko ich, ale także potomstwa. Myślę, że taki zalegalizowany związek daje poczucie bezpieczeństwa nie tyle partnerom, co dzieciom.

              Polubienie

  4. Basiu.oboje trochę na tym świecie żyjemy,więc wiemy mówimy.Nie musimy sobie wyjaśniać zalet trwałego małżeństwa.

    Przykładowo tzw. związki jednopłciowe.
    Moim zdaniem nie ma żadnego problemu załatwić to wszystko u notariusza.Tzn.sprawy majątkowe,spadkowe,wszelkiego rodzaju pełnomocnictwa,upoważnienia itd.itp.

    Moim zdaniem bardziej logicznym rozwiązaniem jest taki związek:

    https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/brazylijczyk-postanowil-poslubic-swoja-koze

    A jeżeli ją jeszcze gotować nauczy,co więcej można wymagać?

    Polubienie

    1. Dobre sobie Józefie > poślubić kozę 🙂 🙂 🙂 podobno caryca Katarzyna nie potrzebował ślubu aby zażywać uciechy z ….koniem 🙂
      Powiadasz, że wiemy co mówimy ? taak> życie [od dziecka] mnie nie pieściło, więc zaprawiona byłam w boju;
      czasami sobie wzdychałam; ” nie ma lekko chleb po…” albo sama się pocieszałam; „głową muru nie przebijesz, ważne że żyjesz i masz co jeść”. Zdarzało się też wołać; „Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił…”. Jedno wiem na pewno; sama bym sobie lepiej nie dobrała partnera do mojego charakteru, jak uczyniła do Opatrzność.

      Polubienie

  5. @Aisab…
    dla czytelności od nowego „wiersza”:
    zostaw już te związki jednopłciowe, odpowiedziałem na ten poboczny temat tylko tyle wiem i tylko dlatego, że sama o niego zahaczyłaś… temat jak widzę atrakcyjniejszy, niż skupienie się na meritum, ale proponuję zostawmy go tym, których on kręci i dostarcza uciechy…
    ja do tego meritum wrócę, trochę dla przekory, ale centralnie dlatego, że wspomniałaś o odpowiedzialności za potomstwo… w innym miejscu opisałem Ci, co się dzieje w psychice i rozwoju dziecka, gdy rodzice postanawiają być ze sobą, „na siłę”, tłumacząc to sobie tym, że to „dla dobra dziecka”… dla mnie to jest raczej brak odpowiedzialności, aby pozwolić na taki jego rozwój(?),o jakim wtedy wspomniałem…
    /dodam tylko, że sprawa nie jest taka prosta, bo sporo tu zależy np. od wieku dziecka i wielu innych czynników, każdy przypadek jest inny, poza tym nie ma nic darmo, rozwód rodziców również może przysporzyć dziecku traumy, w ogólnym jednak bilansie utrzymywanie takiej sztucznej sytuacji „martwego związku” wychodzi dla dziecka na minus/…

    Polubienie

    1. Piotrze> mnie wcale nie kręci ten poboczny temat; gdyż odnośnie związków jednopłciowych mam takie zdanie [brzydkie, przepraszam]; „ich dupa, ich chałupa” i mnie nic do tego; póki swym zasięgiem nie tyczy się dzieci. Zatem poboczny temat zamknięty 🙂
      Oczywista oczywistość, że sprawa rozwodowa [żadna] nie jest prosta, gdy chodzi o jego konsekwencje dla dzieci. Każdy przykład jest inny i niepowtarzalny.
      Bycie rodziców ze sobą „na siłę” również odciska piętno na psychice dziecka. Wybierając mniejsze zło, zawsze będzie to zło, lecz dziecko ma coś w rodzaju „mety”, zaś po rozwodzie dziecko odbija się niczym piłeczka od drzwi do drzwi rozwiedzionych [oddzielnie mieszkających] rodziców. A jak jeszcze jedno z rodziców wyjedzie sobie w świat, to go już wcale nie oglądają i kontaktu z nim nie mają. Tymczasem dziecko potrzebuje miłości obojgu rodziców i kontaktu z nimi nie tylko od weekendu albo od święta. W takiej sytuacji nie ma doskonałego rozwiązania.
      Już wcześniej pisałam, że bardzo cienka jest ta linia dzieląca miłość od nienawiści.
      Dla dziecka każdy rozwód rodziców będzie wychodził na minus; raz ten minus będzie większy a raz mniejszy, ale zawsze będzie to minus i psychika dziecka to odczuje. .
      Czasami to bycie ze sobą małżonków razem „na siłę” jest sposobem na przetrwanie kryzysu. Emocje opadają, okoliczności się zmieniają, zło przemija, dobro powraca….różnie w życiu bywa.

      Polubienie

  6. Może tak długo, aż obie strony poznają się z każdej strony, to znaczy z zaletami i wadami. Sprawa mocno indywidualna, czasem może być rok, a czasem dziesięć lat z zakończeniem znajomości (z rodziny mojej przykład).

    Takie służby czasem mogą faktycznie sytuacje uratować. Poza tym jak ma się bilet, to w sumie nic strasznego w tym nie ma.

    No ba, trzeba podtrzymywać relacje rodzinne. Ale sushi jest z różnymi dodatkami, nawet z tatarem.

    Pozdrawiam!

    Polubienie

    1. Piotrze – z mego życiowego doświadczenia wynika, że nie da się nikogo poznać, choćby z nim zjeść przysłowiową „beczkę soli”. Dlaczego? ano według mnie dlatego, że sami siebie do końca nie znamy; nie wiemy jak w danej sytuacji zareagujemy, jak się zachowamy, gdyż na to ma wpływ wiele czynników, czasami nawet od nas nie zależnych, a jeśli do tego dorzuci się nasze nastroje, nasze fobie, nasze fochy itd… to okazuje się, że czasami sami byśmy ze sobą nie wytrzymali 🙂 🙂 🙂
      Z autopsji wiem, że gdyby nie ślub kościelny, to i mój związek zakończyłby się rozwodem. Czasami potrzeba wstrząsu, aby zrozumieć i docenić to, co się ma. Najtrudniej jest uchronić małżeństwo przed rozwodem, gdy w paradę wchodzi trzecia osoba.

      Polubienie

  7. @ PKanalia > Chyba pominęłam to Twoje pytanie;
    kluczowe w tym jest pytanie „dla kogo my jesteśmy razem?”… a drugie: „dla kogo bierzemy ślub?”… dla siebie samych, czy dla otoczenia, aby im zrobić dobrze?… jedno z drugim nie musi wcale kolidować, ale na pierwszym miejscu stawiam to pierwsze…
    Umknęło mi to, gdyż według mnie – tak właśnie jest, jak napisałeś.
    Na pierwszym miejscu małżonkowie a potem dopiero …reszta, którą wymieniłeś.
    Jest tylko różnica w przypadku związku sakramentalnego. Nowożeńcy zapraszają na swą wspólną drogę życiową także Przyjaciela – Jezusa. To wyjątkowy Przyjaciel, bo…kocha doskonale i tej miłości doskonałej mogą uczyć się od Niego małżonkowie; ta doskonała miłość jest dla nich wzorem i natchnieniem. Dlatego my, katolicy, wyznajemy zasadę; ” gdy Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko inne jest na właściwym miejscu„.
    Świadoma jestem tego, jak bardzo daleko mi do tej miłości zapisanej w Hymnie o miłości ;
    http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=298
    gdybym potrafiła tak kochać, nie byłoby kryzysów małżeńskich; ba – nie byłoby rozwodów ani krzywdy dzieci.
    Dla kogo jesteśmy razem? DLA SIEBIE, dla DZIECI, dla WNUKÓW…dla krewnych bliższych i dalszych;
    [z tego faktu, że mój mąż jest dla mnie, obecnie korzysta także moja siostra-wdowa i mój 90-letni brat obłożnie chory, którego mąż goli i kąpie]. Był taki okres, że z faktu, że byłam dla męża korzystała jego rodzina. W zależności od okoliczności; jesteśmy dla siebie i dla innych.
    Gdybyśmy żyli na bezludnej wyspie – bylibyśmy tylko dla siebie i pewnie wówczas ślub byłby niepotrzebny 🙂 🙂 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s