Pierwsza Komunia Święta…

22 maja 2021roku o godz. 11;30 do Pierwszej Komunii Świętej przystąpi nasza wnuczka -HANIAw kościele parafii Rzymsko-Katolickiej pod wezwaniem Najświętszego Serca Pana Jezusa we Wrocławiu – Pawłowicach.

To nasza druga wnuczka przystępująca do I komunii św. w tej parafii. Wnuczki, to córki starszego syna-Adama.

Trzy lata temu do Pierwszej Komunii Świętej przystąpiła wnuczka Łucja. Rzekomo jedyna z wnucząt podobna do mnie 🙂 to był MAJ 2018 r.

Inne to były czasy -niepandemiczne.

Z ogłoszeń parafii wyczytałam; ” …Pod koniec tygodnia odbywać się będą uroczystości I-komunijne w naszej parafii. W związku z pandemią są one rozłożone na dwa dni: sobotę i niedzielę oraz dwie grupy – na każdy z tych dni. W sobotę będą to Msze św. o g. 11.30 oraz 13.00, a w niedzielę o 11.00 i 12.30. Wszystkich Parafian bardzo prosimy o wybieranie innych, niż te godzin na uczestnictwo w niedzielnej Mszy św.Nie wiem czy my zmieścimy się w limicie związanym z obostrzeniami i czy dane nam będzie uczestniczyć w uroczystości w kościele. Być może będziemy musieli zadowolić się zdjęciami.

P.S mimowolnie sięgam pamięcią do swojej I komunii św. To był upalny dzień – 2 lipca w samo południe, a ja byłam na głodzie [trzeba było być na czczo] i niewyspana, bo do północy czekałam na kręcenie włosów na „cukier”. ZEMDLAŁAM. Pamiętam, że w kościele był tłum; duszno; kazanie długie i …padłam. Jakiś pan wyniósł mnie na rękach z kościoła i ułożył na trawie w cieniu kościoła [ od muru biła wilgoć-cucący/cuchnący chłód].

W kościele zrobiło się zamieszanie; bo wypadłam z kolejki komunikowania; a przecież wcześniej ćwiczyliśmy; kto za kim przystępuje do komunii. Wniesiono mnie do środka na sam koniec. Do domu chrzestny przywiózł mnie na półprzytomną na bagażniku roweru [w dodatku nieswojego; kto użyczył takiego środka lokomocji, do dziś się nie dowiedziałam]. To były czasy 🙂 🙂 🙂

40 rocznica zamachu…

Dokładnie 40 lat temu Ali Agca strzelał do papieża Jana Pawła II. Kulisy zamachu wciąż pozostają niejasne.

Mehmed Ali Agca miał 23 lata, kiedy 13 maja 1981 r., tuż po godzinie 17, strzelał do Ojca Świętego jadącego odkrytym samochodem. Do zamachu na papieża doszło po audiencji generalnej na Placu Świętego Piotra.

Któż zdoła odgadnąć, jakim cudem, owego 13 maja 1981 roku, dwudziestotrzyletni „szary wilk”, zawodowy killer, profesjonalny morderca, Mehmet Ali Agca nie zdołał zamordować papieża Jana Pawła II? Wszak od miejsca w drugim rzędzie, które zajmował, do przejeżdżającej odkrytym samochodem ofiary dzieliły go zaledwie trzy metry. Bezbronny i odsłonięty papież nie miał żadnych szans na uniknięcie tego, co zamierzał uczynić wynajęty egzekutor.

Dlaczego więc zabójca chybił? I to w sytuacji, gdy wyeliminowanie popularnego papieża miało 99,99 procent szans powodzenia. Gdyby wówczas powiodła się próba przerwania owego wielkiego pontyfikatu, inaczej wyglądałby dzisiejszy świat, inne też oblicze miałby współczesny Kościół.

Wiemy, że Jan Paweł II swe ocalenie zawsze przypisywał nadprzyrodzonej interwencji Najświętszej Dziewicy.

W rok po zamachu, podczas odwiedzin sanktuarium w Fatimie, powiedział: Widziałem we wszystkim, co mi się przydarzyło, nadzwyczajną macierzyńską opiekę Maryi. Dwanaście lat później wyznał włoskim biskupom: To pewna matczyna ręka poprowadziła trasę kuli, tak, iż umierający papież zatrzymał się na progu śmierci. Śmiertelna kula się zatrzymała, papież zaś żyje. Żyje, aby służyć.

To, co Jan Paweł II lubił podsumowywać w zdaniu: Czyjaś ręka strzelała, inna ręka prowadziła kule, znalazło potwierdzenie w obiektywnej, naukowej analizie lekarskiej: Zauważyłem coś niewiarygodnego – przyznał szef kliniki Gemelli w Rzymie, profesor Crucitti.Kula zdawała się biec zygzakiem przez żołądek, omijając witalne organy. Ominęła również aortę. Gdyby ją przebiła, Ojciec Święty wykrwawiłby się przed dotarciem do szpitala. Ominęła też kręgosłup. Wyglądało to tak, jakby kula była przez kogoś prowadzona w taki sposób, by nie spowodowała nieodwracalnych zniszczeń.

Przesłuchiwany przez sędziego Ilario Marcellę, Ali Agca powiedział: Było moim zdecydowanym zamiarem zabicie papieża. Zgodnie z zadaniem, jakie mi zlecono. Tyle tylko, że zdołałem wystrzelić jedynie dwa razy, bo obok mnie znalazła się pewna zakonnica, która naraz złapała mnie za prawe ramię i nie mogłem już więcej oddać strzału. W innym wypadku zabiłbym papieża.

Epizod ten, czyli obecność zakonnicy, która powstrzymała zamachowca, umknął powszechnej uwadze. Zrządzeniem Bożej Opatrzności obok zamachowcy znalazła się bojowa, odważna i dzielna zakonnica. Dwa strzały mordu nie dokonały.

Nie wiem, kto włożył pistolet w rękę strzelca, wiem jednak, kto zmienił lot kuli”[J.P.II]

https://www.fronda.pl/a/kto-uratowal-jana-pawla-ii-2,161427.html

Zamach na Papieża i stan wojenny

Publikujemy fragment książki Joachima Jauera pt. „Urbi et Gorbi. Jak chrześcijanie wpłynęli na obalenie reżimu komunistycznego w Europie Wschodniej” za zgodą Wydawnictwa Akcent. Rozdział „Zamach na papieża i stan wojenny. Jak zwalczano Solidarność i jej orędowników”.

https://www.fronda.pl/a/zamach-na-papieza-i-stan-wojenny-1,161437.html

Obiecałam…

DZIŚ POLECAM NOTKĘ NA BLOGU MIRKA;

https://mirekzabrze2018.wordpress.com/


A teraz do sedna sprawy czyli do tematu…

Obiecałam Leszkowi rozwinąć temat, jaki poruszył w komentarzu pod poprzednią notką;

Leszek

Naszym celem jest zjednoczenie z Bogiem, a Bóg jest Miłością – i dlatego naszym zadaniem tu na ziemi jest to, by nauczyć się kochać. Zawsze w takich przypadkach przywołuję obraz, gdy to w ogniu wypala się jakiś materiał. Zazwyczaj pali się równo – jeśli jednak są w nim jakieś wtrącenia, to tam wypala się najszybciej.
Gdybyśmy stanęli przed obliczem Boga nie potrafiąc kochać, to żar Jego miłości by nas wypalił, tak jak wypalają się w ogniu wszelkie wtrącenia materiału…
Basiu nikt uczciwy wobec siebie nigdy nie będzie mógł powiedzieć Ja umiem kochać; możemy jedynie mówić, czy nasza miłość jest dojrzała (zacytuję tu tekst, który napisałem przeszło 30 lat temu: „A więc po pierwsze, czy dominuje w niej postawa dawania? Czy dając, nie oczekujecie czegoś w zamian? I dalej. Już parę razy mówiłem, że dojrzała miłość nie ogranicza wolności osoby, którą się kocha. Że jedynym wymaganiem, jakie miłość stawia osobie kochanej jest to, by ona nie ograniczała mojej wolności. Jest to prawda ogólna, ale szczególnie ważna w odniesieniu do prawa do własnej tożsamości, a więc do prawa bycia tym, kim się jest oraz prawa decydowania o tym, kim chciałoby się być.” Tej dojrzałości życzę każdemu). Kochać będziemy się uczyć przez całe życie – to jest jak najbardziej naturalne. Ważne jest jedynie to, czy aż do końca będziemy chcieli się jej uczyć…

Temat ten doskonale wpisuje się w dzisiejsze czytanie Ewangelii;

Bóg jest miłością

Czytanie z Pierwszego Listu Świętego Jana Apostoła (1 J 4, 7-10)

Przykazanie miłości

Jezus powiedział do swoich uczniów:

To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.…”[ Ewangelia (J 15, 9-17) ]

———————————————————————————————————————-

W Liście pojawia się słynne i ważne zdanie „Bóg jest miłością”, zaś w Ewangelii – wezwanie do wzajemnej miłości. Odnosząc się do słów Leszka rozważam sobie; jakim ja jestem materiałem? Chyba WYBRAKOWANYM.

Miłujcie się, czyli co…?

Dziś Pan Jezus mówi: „Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. A jakie są przykazania Jezusa? Jest ich naprawdę wiele. Przykazanie z dzisiejszej Ewangelii brzmi: „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem”; w innym miejscu przypomina, że najważniejsze jest przykazanie miłości Boga ponad wszystko i bliźniego jak siebie samego. W jeszcze innym miejscu – w czasie Kazania na Górze – Jezus potwierdza aktualność przykazań z Dekalogu. Mówi tam też o przykazaniu miłości nieprzyjaciół i wiele innych pouczeń nam pozostawia.

Droga żono/mężu], miłować męża/ żonę, to być mu/jej wiernym i nie cudzołożyć, nawet w myślach (przed czym przestrzega szóste i dziewiąte przykazanie), to szanować dobrym słowem, bo złe słowo może zabić (a o tym, że zabijać nie wolno, przypomina piąte przykazanie), to być uczciwym w sprawach materialnych (bo do tego wzywa przykazanie „nie kradnij”), to tak wychowywać własne dzieci, by nie miały trudności czcić swoich rodziców (do czego ich wzywa czwarte przykazanie). A gdyby twój mąż/ żona – co nie daj Bóg – zdradził/a albo nawet odszedł/a, to należy dalej ją miłować i być jej wiernym w imię przykazania miłości nieprzyjaciół.

Pytam – KTO TAK POTRAFI PRZEJŚĆ PRZEZ ŻYCIE i tak MIŁOWAĆ?

żeby nie wolno było nawet sobie pomarzyć [np. w myślach zdradzić?] ? albo… z mężem/żoną przez 50 lat się nie pokłócić, złego słowa nie powiedzieć [czyli słowem zabić?]? A jak być uczciwym w sprawach materialnych (bo do tego wzywa przykazanie „nie kradnij”) gdy np. szczepki kwiatów najlepiej się przyjmują gdy są ukradzione? Sama doświadczyłam tego, że jak się zaklnie [co bardzo rzadko mi się zdarza, bo małżonek natychmiast mnie beszta – nie cierpi jak kobiety przeklinają – taki to jest ten mój anioł stróż 🙂 to człowiek zaraz silniejszy i…ustępuje nawet złośliwość rzeczy martwych.

No bez przesady – gdyby mnie mąż zdradził, zaraz bym wystawiła mu walizki za drzwi. Zaś mąż odgraża się, że ewentualnemu memu kochankowi zaraz by „facjatę oklepał”. Jest bardzo cienka granica pomiędzy miłością a nienawiścią; gdyby małżonek odszedł do innej, to pewnie dopiero na łożu śmierci bym mu wybaczyła taką zniewagę. Jak się ślubuje, to „nie robi się z gęby cholewki”. Nie ma to tamto; „cierp ciało jak ci się chciało…” ślubować.

MIŁOŚĆ to odpowiedzialność. ZGODA, ale…

stwierdzam, że moja miłość jest tak dalece niedojrzała, że sama zadaję sobie pytanie; czy to jest miłość – czy przymierzanie??? Daremne to Leszka życzenie; „ Tej dojrzałości życzę każdemu)bo u mnie to nie działa. Zabij, a nie potrafię tak kochać, nawet siebie, bo jak tu nie narzekać na swą nieporadność; na swą sklerozę i na swoje niedoskonałości; jak tu nie wściekać się na siebie, gdy wszystko leci z rąk, a nogi plączą się jakby „obaliło się” co najmniej pół litra „czystej wyborowej” a jest się ” o suchym pysku” – no jak???

A może taka inna ta moja miłość, bo… jest to moje/mojsze kochanie??? Czy moja dusza przez to do Nieba się nie dostanie?

Pan mi/nam obiecał; „Nie wy mnie wybraliście, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was, abyście szli i owoc wydawali i aby owoc wasz był trwały,...” skoro ja, proch marny, dotrzymuję obietnicy [tu wobec Leszka], to mam prawo mieć nadzieję, że i Pan nie odmówi mi miłosierdzia oraz łaski chroniąc mnie przed żarem Jego miłości, by mnie nie wypaliła. NADZIEJA UMIERA OSTATNIA. ,

Dla każdego coś miłego…

Moje plany

Moje życiowe plany?
Kochać i być kochany/ą

U kresu życia te plany nieco się zdeaktualizowały; stwierdzam bowiem; że KOCHAĆ – JAK TO ŁATWO POWIEDZIEĆ…lecz tak trudno wcielić w czyn. Leszek powtarza, że tu na ziemi jesteśmy po to, aby nauczyć się kochać [miłować]. Wiele lat przeżyłam, lecz „KOCHAĆ” jeszcze się nie nauczyłam. Taka jestem tępa i niepojętna, że muszę repetować; inaczej św. Piotr nie przyjmie mnie do siebie.

Ponuro; zimno i deszczowo, pogoda wybitnie barowa. Do tego pandemia. Co tu robić? Gdybym była trunkowa, to zaśpiewałabym pod nosem; „jedno co warto, to upić się warto…”. Dla poprawy nastroju poniżej zamieszczam kilka dowcipów i proszę o…UŚMIECH; 🙂

Ślub córki. Zmęczona matka ledwie zdążyła wszystko przygotować w domu, biegnie jeszcze do kościoła by zobaczyć, jak jest przystrojony ołtarz. Podziwia bukiety i girlandy kwiatów, ale gdy podnosi wzrok do góry, woła:
– Nie, tu nie może być ślubu!
– Dlaczego? – pyta zakrystian.
– Czy nie widzi pan nad tym ołtarzem napisu pod krzyżem: „Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą co czynią”

***

– Kelner, hej, kelner!
– Słucham pana…
– Nie odpowiada mi ta zupa.
– A o co ją pan pytał?

***

Jaś wraca do domu po zakończeniu roku szkolnego.
– Pokaz mi szybko swoje świadectwo – mówi do niego ojciec.
– Nie mogę, tato. Pożyczyłem koledze, żeby wystraszył rodziców – mówi zadowolony z siebie Jaś.

***

Dwie damy przy filiżance kawy:
– Ja uwielbiam naturę…
Druga przygląda się jej wnikliwie
– Mimo tego, jak się z tobą obeszła?!

***

Recepcjonistka hotelu wita gościa:
– Będzie się pan czuł u nas jak u siebie w domu.
– Tylko nie to! Ja tu przyjechałem trochę odpocząć.

  • Jakie są ulubione zwierzęta kobiet?
  • Norki w szafie, jaguar w garażu i osioł w domu.

Mus

Musi mamę kochać tata –
Małżeństwo – to prenumerata”.
[Jan Sztaudynger]

3 maja 2021 r.

Patronka Dnia – Najświętsza Maryja Panna  Królowa Polski

Naród polski wielokrotnie w ciągu swych dziejów doświadczał szczególnej opieki Matki Bożej. Moc tej opieki zajaśniała wyjątkowo podczas najazdu szwedzkiego. Po cudownej obronie Jasnej Góry przed Szwedami, król Jan Kazimierz 1 kwietnia 1656 uroczystym aktem oddał nasz kraj pod opiekę Matki Bożej, obierając Ją Królową Polski. Po odrodzeniu Polski papież Pius XI ustanowił w 1924 roku specjalne święto Najświętszej Maryi Panny, Królowej Polski, i pozwolił je obchodzić w pamiętnym dniu uchwalenia Konstytucji 3 Maja. Papież Jan XXIII ogłosił Najświętszą Maryję Pannę Królowę Polski, główną patronką kraju, obok świętych biskupów i męczenników: Wojciecha i Stanisława.

230. rocznica uchwalenia Konstytucji 3 Maja

3 maja 2021 r. przypada 230 rocznica uchwalenia Konstytucji 3 Maja – pierwszej w Europie i drugiej na świecie (po konstytucji Stanów Zjednoczonych) spisanej konstytucji.

P.S. IDĘ ŚWIĘTOWAĆ…. POZDRAWIAM WAS ŚWIĄTECZNIE 🙂

PATRON RZECZY ZAGUBIONYCH…

Patronem rzeczy zaginionych jest Ferdynand Bulonne, znany szerzej pod swoim zakonnym imieniem jako święty Antoni. Najczęściej mówi się o nim “święty Antoni z Padwy”, ale właściwie w Padwie spędził jedynie ostatni rok swojego życia – urodził się w 1195 roku w Lizbonie, a potem wędrował między innymi po Maroku, Włoszech i Francji.

Dlaczego św. Antoni jest patronem rzeczy zaginionych?

Przekazy głoszą, że ma to związek z pewną sytuacją w życiu kaznodziei. W pewnym momencie swojego życia św. Antoni pracował jako profesor teologii na uniwersytecie. Do pełnienia roli wykładowcy rzetelnie się przygotowywał i za każdym razem spisywał swoje wykłady na piśmie, by potem móc je wygłaszać przed studentami.

Wedle dawnego zwyczaju każdemu profesorowi towarzyszył młody brat, który miał za zadanie pomagać w przygotowaniach do zajęć. Nowicjusz współpracujący ze świętym Antonim pewnego razu zdecydował się na niechlubny krok – ukradł wykładowe notatki świętego Antoniego i chciał wydać je pod swoim nazwiskiem w formie książki.

Święty Antoni szybko zorientował się, że jest to sprawka sił nieczystych i rozkazał szatanowi oddać notatki. Gdy uciekający mężczyzna próbował przejść przez most, diabeł stanął mu na drodze i zaczął z siekierą w ręku grozić mu zabiciem i wrzuceniem ciała do rzeki. Przestraszony brat natychmiast zdecydował się odnieść świętemu Antoniemu ukradzione zapisy wykładów.

W ten oto sposób święty Antoni, jako ten, który siłą swojej wiary spowodował, że zagubiona rzecz do niego wróciła, został mianowany patronem rzeczy zagubionych. Modlitwa do tego świętego z pewnością może pomóc w odnalezieniu tego, co wydawać by się mogło – przepadło już na wieki.

Jak modlić się do świętego Antoniego? 

Święty Antoni! Wielką łaską obdarzył Cię Bóg, czyniąc patronem rzeczy zgubionych i skradzionych. 

Stroskana przychodzę do Ciebie ufając, że pomożesz mi w odnalezieniu rzeczy zgubionej, której bezskutecznie szukam. Wspomnij na to, jak wielką łaskę Bóg wyświadczył Tobie, posyłając do Ciebie wszystkich strapionych, ufających, że Twojej modlitwie Bóg niczego nie odmówi.

Jakże często się działo, że za Twoim wstawiennictwem umarli otrzymywali życie;, błądzący – dobrą radę, uciśnieni – pociechę;, opętani – uwolnienie;, trędowaci – oczyszczenie;, więźniowie – wolność;, podróżujący – pewność życia;, kalecy zdrowie;, okradzeni – swój majątek;, znajdujący się w niebezpieczeństwie – ocalenie;, a wszyscy cierpiący – pomoc i pociechę. Także dzisiaj wszędzie doznajemy owoców Twego wstawiennictwa u tronu Bożego.

Wyjednaj mi, proszę, łaskę, abym ja także była jedną z tych, którzy doznali Twojej pomocy. Polecam Twej opiece to co mi skradziono, a jeżeli zgadza się to z wolą Bożą, to spraw, abym otrzymała zgubę i mogła znowu cieszyć się tym ku Twojej chwale. Amen.”

Patronem mojej byłej parafii jest św. Antoni – z Dzieciątkiem Jezus na jednej ręce, a w drugiej trzyma chleb dla potrzebujących; pod tą figurą jest umieszczona skarbona na chleb dla biednych. Kiedyś złodziej połakomił się i włamał się do tej skarbony. Chyba był niewierzący, skoro nie wiedział, że kradnie pieniądze Patronowi od rzeczy skradzionych. Złodzieja wnet złapano, a łup odzyskano, ku radości potrzebujących. Zatem jeśli i Ty masz frasunek i wstawiennictwa św. Antoniego potrzebujesz – zaufaj i powierz Mu swoje zmartwienie. Nie zaszkodzi, a może…pomoże???

LATOROŚL…

“…latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie
o ile nie trwa w winnym krzewie…” (J 15,4)

W zasadzie jesteś wierzący. Ale przecież nie jesteś wolny od myśli, że to wszystko jedno. Że niewierzący i wierzący żyją tak samo. Że twoja wiara nic ci nie załatwia. Nie masz z tego nic więcej. Tylko obowiązki… Nie jesteś całkiem wolny od myśli, że nawet gorzej. Że to niewierzącym żyje się lepiej. Zdobywają, kochają, mają. Bez stresów, bez ograniczeń, bez konfesjonału…

“…latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie
o ile nie trwa w winnym krzewie…”

W zasadzie jesteś wierzący. Ale cię kusi ta myśl, że oni się nie przejmują, a mają więcej. Że świat jest po ich stronie. Są szczęśliwi… Ze wstydem chowasz puste ręce. I tak naprawdę, to się wstydzisz, żeś się dał nabrać. Tak naprawdę, to wstyd ci, że twój Bóg jest głuchy na tę niesprawiedliwość…

“…latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie
o ile nie trwa w winnym krzewie…”

A kiedy zbliża się wiosna, złamane gałązki forsycji wkładasz do wazonu. Będzie szybciej. Świat jeszcze szary, a twoje gałązki kwitną. Gałązki kwitną, choć świat za oknem jeszcze szary. Jesteś z siebie dumny. Ludzie zazdroszczą… Ale gdy świat za oknem staje się zielony, twoje gałązki są w koszu na śmieci. Już nigdy nie zakwitną…

“…latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie
o ile nie trwa w winnym krzewie. Tak samo i wy…”

W zasadzie jesteś wierzący. Ale chciałbyś mieć wszystko już dziś. Mieć naraz kwiat i owoce. A owoc tymczasem będzie na jesieni. Jeśli ktoś cię wcześniej nie odłamie od krzewu… Bo bez Boga może się nawet uda zakwitnąć. Tylko żal będzie z pustymi rękami umierać…


“…Bez tej miłości można żyć, ale nie można owocować…”

“…Kto trwa we mnie, a Ja w nim
ten przynosi owoc obfity…”

Bogumiła Szewczyk
https://rozwazaniabogumily.wordpress.com

ŻYJĘ…

Żyję – jeszcze ! 🙂 Wczoraj dostałam drugą dawkę szczepionki Pfajzera. Coś mnie tam w ramię uwiera, ale jeszcze do końca nie wiem, do czego ten Pfajzer jest zdolny. Być może, póki co, jeszcze nie jest oswojony z moim ciałem i szuka czułego punktu [pięty Achillesa] mego organizmu. Zaatakuje w najmniej oczekiwanym momencie. OKEY! Byle się nie spieszył, bo mam jeszcze dalekosiężne plany na życie. Nastały takie czasy, że obecnie do św. Piotra kolejka dłuuuga; a ja nie cierpię kolejek. Wczoraj w punkcie szczepień było trochę zamieszania w kolejce; bo…pacjenci są niecierpliwi. Nie przestrzegają wyznaczonych godzin. Niektórym się wydaje, że jak przyjdzie wcześniej, to prędzej zostanie „załatwiony”. Jak zwykle – wszyscy deklarowali jedną godzinę [np. 15;00]. Jednak ten zespół „szczepienny” nie dał się wrobić w winowajców. Według listy wskazywał kolejność. Dyscyplina i w mig zapanował porządek. Dowiaduję się teraz, że czeka mnie jeszcze trzecia porcja tego „eliksiru”, gdyż po pół roku odporność spada. Co za namolny i upierdliwy wirus. Ani myśli odpuścić.

Spotkałam koleżankę. Przywitała mnie słowami;

– a to ty jeszcze żyjesz? Ano żyję, ale co to za życie?- odrzekłam – raczej wegetuję 🙂 .

Miara czasu

Któżby wiedział, że czas leci,
Gdyby nie lustro i – gdyby nie dzieci”.
[Jan Sztaudynger]

Lustra mam, ale kontakt z dziećmi tylko telefoniczny. No właśnie – gdyby nie dzieci. A nasz wnuczek nas się boi, bo z powodu pandemii wcale nas nie zna. Przez całe swoje życie ma kontakt tylko z mamą, tatą i bratem. Obcych się boi, a chociaż swoi, to traktuje jak obcych, bo ich nie widuje. Jaki będzie przeżywał horror, gdy go oddadzą do żłobka??? Szczerze mówiąc, gdyby mi nie zależało na kontakcie z wnukami, wcale bym się nie szczepiła. Za dwa tygodnie to ja dopiero zacznę żyć ...:)

Remont ruszył…

Najpierw zamówiłam tapety. Przyszły dwie rolki. Ostatnie. Obmierzyliśmy, policzyliśmy. Za mało, więc rolki do magazynu [piwnicy], a nowe zamówienie wysłać. Przyszły inne trzy rolki – ja to mam szczęście do resztek. Gdyby to dotyczyło jedzenia- ucieszyłabym się, bo „kto zjada ostatki ten jest piękny i gładki„, ale to przecież papier, więc nie przerobię na kotlety schabowe. OKEY! niech będą trzy rolki; będziemy tak kombinować, aby „stykło” czyli na styk. Pojawił się nowy problem – jaki kolor farby dobrać do wzoru tapety?. Chyba z miesiąc z mężem dochodziliśmy się i nie mogli dojść końca – jaki kolor farby na pozostałe ściany? Sklepy budowlane zamknięte [Castorama; OBI; Leroy Merlin itd.] tylko Mrówka handluje. Z braku laku dobry kit. No to wreszcie wybraliśmy się po zakup. Stałam chyba ze dwie godziny przy regale z farbami; ja zdecydowana na wyrazisty kolor; mąż na pastele. Zagraliśmy w marynarza. Na kogo wypadało na tego bęc. Przyjeżdżamy do domu; pudło. Kolor nie pasuje do tapety. Nazajutrz wstałam już o godz. 4;00 [z nerwów nie mogłam spać] co chwila zerkając na zegarek kiedy wreszcie wybije godzina otwarcia sklepu. Raniutko znowu do Mrówy – wymiana kolorów. Tylko na co? Znów nic nam się nie podobało. Poddałam się. Stanęło na pastelach- mąż górą. Skoro tak, to niech teraz zakasze rękawy i …do roboty. Wywalanie sprzętu i mebli z pokoju; pakowanie manatków; malowanie; tapetowanie…a tu siły brak. Pozimowe zmęczenie. Jak długo przyjdzie nam mieszkać na pudłach, torbach i walizkach? Coś mi się widzi; coś mi się zdaje, że …baaardzo dłuuugo. Jeszcze dziś wypad do apteki po obiecane pudła na graciarnię[skąd tego tyle się uzbierało?] oraz po „prochy” uspokajające. A bo to wiesz, jak nie wiesz, co człowieka może trafić??? Jak mnie trafi, to na blogu nie będzie ani śladu. Na wszelki wypadek zostawiam Wam pozdrowienia.

P.S jutro mam dostać drugą dawkę szczepionki koronawirusa czyli czeka mnie wycieczka. Czy będzie wesoło? a któż to wie??? 🙂