Wola Boża…

Wola Boża – slogan czy klucz do nieba?

[ks. Michał Olszewski scj]
Wiele razy dodawało się na końcu zdania: „jak Bóg pozwoli, czy jeśli Bóg zechce”. Dzisiaj człowiek uzurpuje sobie bezwzględne prawo do rozporządzania samym sobą i nie chce słuchać, że jest jakiś Boży plan dla każdego z nas, który gwarantuje szczęśliwe życie doczesne i wieczne. Nie jest to też wyssane z palca, ale sam Bóg o tym mówi na kartach Pisma Świętego. Przytoczyć tu trzeba choćby za Jeremiaszem: „Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię” (Jr 1, 5). Czy za Izajaszem: „Nie lękaj się, bo cię wykupiłem. Wezwałem cię po imieniu, tyś Moim! (Iz 43, 1)
……………………………………………………………………………………………………………………………………………..
Przyszli do Jezusa Jego Matka i bracia, lecz nie mogli dostać się do Niego z powodu tłumu. Oznajmiono Mu: „Twoja Matka i bracia stoją na dworze i chcą się widzieć z Tobą”. Lecz On im odpowiedział: „Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je”.
I to jest właśnie klucz do całej sprawy. Słuchać słowa i je wypełniać, a wtedy stajemy się najbliższymi Jezusa. Być „krewnym” Boga samego! Czyż to nie jest jakaś wielka sprawa! Jakieś nieogarnione bycie w tym, który jest Miłością! Jeśli więc słuchamy Słowa, jeśli to Słowo kochamy i przy tym Słowie – choć może nieraz trudno nam tak po ludzku, tak życiowo – trwamy, to stajemy się najbliższymi Jezusa z Nazaretu. Możemy być więc pewni, że kiedy przyjdzie czas, On sam przyzna się do nas przed Ojcem.
Moje świadectwo. Życie mnie nie pieściło, nie głaskało po główce [w przenośni i dosłownie]. Od dziecka przyszło mi zmagać się z różnymi, bolesnymi sytuacjami.  Był taki moment, że odechciało mi się żyć. Znalazłam się w matni. Nie widziałam wyjścia, ani sensu dalszego życia. A kiedy nie dawała mi spokoju myśl o samobójstwie, wtedy … jakaś niewidzialna ręka podsunęła mi karteczkę ze słowami Jezusa; ” NIE LĘKAJ SIĘ- JA JESTEM„. Po raz drugi moje życie ocalało. Za pierwszym razem w życiu prenatalnym, gdy uniknęłam aborcji, a drugi, gdy sama zdałam się na wolę Bożą, zamiast….
widać mój Anioł Stróż czuwał nade mną. Od tamtej pory zdaję się na wolę Bożą w każdej trudnej chwili, przy każdej ważnej decyzji. Przecież nawet gdybym swoje szare komórki maksymalnie zmobilizowała do  działania, to…przecież nie przewidzę – jaka decyzja, jakie wyjście, jutro, okaże się właściwym. W jaki sposób mam odgadnąć, że obrana droga, wedle swego widzi mi się, nie będzie prowadziła do…czarnej dziury??? Zdałam się na wolę Bożą i jak do tej pory, nie zawiodłam się.
 Miłość Jezusa
Reklamy

KORKI…

Gigantyczny zator na autostradzie A2. Korek ma ok. 20 km długości….

https://lubuskie.onet.pl/gigantyczny-zator-na-autostradzie-a2-korek-ma-ok-20-km-dlugosci/v8n9bz1

Nie tylko na A2 korki. Wracaliśmy wczoraj  z Wrocławia.  Najpierw obwodnicą. Trzy pasy,  więc zazwyczaj ruch płynny, a wczoraj utknęliśmy w korku. Miałam ogromnego stracha, serce i dusza uciekły do gardła, gdy ze wszystkich stron osaczały nas Tiry. Dlaczego? Nieświadomi przyczyny zakorkowania prawych pasów, tkwiliśmy w tym korku dobre pół godziny, zanim nastąpiło rozwidlenie; zjazd na A4 [wolny], zaś zjazd w kierunku granicy zaczopowany. Zadowoleni, że wreszcie udało się nam wydostać z tej matni tirowskiej, spokojnie zmierzaliśmy w kierunku bramek na Katowice. Nawet nie było tłoku na naszym pasie, za to w kierunku granicy zachodniej makabra.  Takiego  korka jeszcze nie widziałam; a to za sprawą wypadku.

Wypadek na A4 koło Bielan Wrocławskich. Tuż za bramkami. Zdjęcie ilustracyjne

Na autostradzie A4 na odcinku pomiędzy węzłami Wrocław Południe i Bielany Wrocławskie w kierunku Zgorzelca  zderzyły się dwa samochody osobowe. Zablokowany był jeden pas ruchu, ruch przebiegał pasem prawym.

Czytaj więcej: http://www.gazetawroclawska.pl/komunikacja/wypadki/a/wypadek-na-a4-kolo-bielan-wroclawskich-sa-utrudnienia,12930708/

 

Zaś korek sięgał kilku kilometrów. Nie mieściło mi się w głowie, że tak bardzo eksploatowana jest autostrada. Jaka ulga, że to nie na naszym pasie ten ciąg, kilometrowy sznur samochodów.  Skąd tyle Tirów? nie dałabym rady tego zrachować. Konieczne są rozwiązania usprawniające  tu płynność  ruchu.  Uświadomiłam sobie, jak bardzo potrzeba jest na autostradach informacji; co jakiś czas, zwłaszcza przy zjazdach, powinna być informacja o zatorach i długości korka, aby nie dojeżdżały [dobijały] do tego następni nieszczęśnicy. Nie wyobrażam sobie jazdy w takim korku z małymi dziećmi. Dramat. Dopiero na wysokości Oławy nieco się rozluźniło, na tyle, że auta nie stały w miejscu.  Choć nas to nie dotyczyło, to i tak poczułam ulgę. Nie na długo. W okolicach Krapkowic, na A4 remontowany jest jeden pas ruchu [ w kierunku Wrocławia], więc wypożyczyli sobie  jeden pas ruchu w kierunku Katowic i trudno na tym odcinku nazwać to drogą szybkiego ruchu, raczej żółwiego tempa.  W kierunku granicy zachodniej, znowu przymusowy postój na drodze. Następny zator. A wszystko za sprawą wolnego poniedziałku [drugi dzień Zielonych Świątek] w Niemczech. Każdy kto odkładał powrót na ostatnią chwilę, tkwił godzinami  na drodze „szybkiego” ruchu” i to na autostradzie, na której  za luksusowy przejazd trzeba zapłacić haracz.  Toż to zbrodnia w biały dzień. W takich sytuacjach  bramki powinny zawiesić swą działalność, a wręcz dopłacać kierowcom za stracone nerwy;, strach i stres. Choć to nie dotknęło mnie bezpośrednio, to na sam widok kilometrowego korka, odechciało się mi się podróżowania. Nasze drogi, przy tak rozwiniętej motoryzacji, to nie są autostrady, a… „korkownie”.  Za co więc te opłaty??? Chyba będę musiała przesiąść się na pociąg.

Uroczystość I komunii św. wnuczki we Wrocławiu za nami. Zdjęć jeszcze nie mamy. Chwila oddechu i trzeba będzie zmierzyć się nowymi wyzwaniami.

Jestem… ale mnie nie ma???

Niby jestem, ale mnie nie ma …w blogosferze. Już nawet przy porannej kawie nie zawsze mogę usiąść do komputera. A jak już otwieram kompa i widzę takie obrazki oraz  taką bezmyślność graniczącą z głupotą ludzką, to… ogrania mnie czarna rozpacz;

Gra w golfa pomimo grożącej eksplozji wulkanu Kilauea

Ludzie grający w golfa mimo erupcji wulkanu Kilauea

https://wiadomosci.onet.pl/swiat/gra-w-golfa-pomimo-grozacej-eksplozji-wulkanu-kilauea/ht6dlge

Przepraszam, że rzadko zaglądam na Wasze blogi. Obowiązki…cropped-rc3b3c5bca1.jpeg

 

Rocznica zamachu na Papieża…

W swym poprzednim wpisie pominęłam bardzo ważną [czy tylko dla mnie?] datę- rocznicę zamachu na Jana Pawła IITo była środa 13 maja 1981 roku. Godzina 17.17 – huk wystrzałów.
Wiwaty na cześć Jana Pawła II nagle zamarły. Tylko gołębie spłoszone wystrzałem zerwały się hałaśliwie do lotu. Przerażony tłum widział, jak papamobile z wyciem syren przyśpieszył, a papież osuwa się w ramiona ks. Dziwisza. Dopiero po chwili na placu św. Piotra w Rzymie słychać było krzyki i szloch. Polscy pielgrzymi ustawili przed pustym papieskim tronem obraz Matki Boskiej Częstochowskiej„.
Czytaj więcej: http://www.dziennikzachodni.pl/serwisy/historia/a/mija-35-lat-od-zamachu-na-papieza-jana-pawla-ii,402676/

Znalezione obrazy dla zapytania rocznica zamachu na J.P.II Podobny obraz[obrazki z netu]

Świadkowie tamtego wydarzenia;

  1. Relikwia z zamachu na papieża Jana Pawła II

    Przestrzelony pas sutanny Ojca Świętego Jana Pawła II (Ojciec Święty miał go na sobie w czasie zamachu13 maja 1981 roku), który złożył na Jasnej Górze jako wotum 18 czerwca 1983 roku, podczas drugiej pielgrzymki do ojczyzny, jest bardzo cennym wotum. Przez ponad dwadzieścia lat to wotum nie było eksponowane. Dopiero w 2004 roku papież zgodził się aby pas został publicznie pokazany i na stałe umieszczony w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Boskiej Jasnogórskiej. Poprosił o to Ojca Świętego ówczesny przeor klasztoru jasnogórskiego ojciec Marian Lubelski. 

2) Bezcenna relikwia. Jest to naznaczona krwią sutanna, w którą święty Jan Paweł II ubrany był 13 maja 1981 r. W tym dniu podczas audiencji generalnej na Placu św. Piotra zamachowiec Mehmed Ali Agca próbował zabić papieża.

3)  Z tej broni chciał zastrzelić papieża: pistolet Agcy w Polsce

Do Jana Pawła II Agca strzelał z pistoletu Browning HP kaliber 9 mm Parabellum.

Pistolet, z którego 13 maja 1981 r. w Watykanie zamachowiec Ali Agca strzelał do Jana Pawła II, trafił  do Polski, wypożyczony na 3 lata.  Broń można było oglądać na wystawie w Muzeum Domu Rodzinnego papieża w Wadowicach. Eksponat na trzy lata wypożyczyło Muzeum Kryminologii w Rzymie.

Przez ból do świętości

W ocenie ks. prof. Jana Machniaka pistolet to jeden ze współczesnych środków zadawania bólu i śmierci, które prowadzą do świętości. Sami zaś męczennicy to, tak jak przed wiekami, święci, którzy przelewając krew cierpieli za Chrystusa i za wiarę.

https://www.tvp.info/14497316/z-tej-broni-chcial-zastrzelic-papieza-pistolet-agcy-w-polsce

Znalezione obrazy dla zapytania J.P.II módl sie za nami [obrazki z netu]

 

MAJ – od święta do święta…

Wprawdzie przebrzmiały echa pierwszego, majowego, długiego weekendu, ale to nie koniec świętowania. Wymienię tylko te dla mnie najważniejsze dni;

13 maja – Wniebowstąpienie Pańskie

15 maja –   Zofii

20 maja – I komunia św. naszej wnuczki [we Wrocławiu]

21 maja – w naszym kościele PRYMICJE

26 maja – Dzień Matki

pomnik rodziców

31 maja – Boże Ciało

Chciałabym mieć taki baner na ołtarz;

B.C. 2

Jak ten czas szybko leci. Już nie dzieci, a wnuki przysparzają nam okazji do świętowania. Coraz mniej czasu na blogowanie, bo oprócz opieki nad wnukami, pod nieobecność ich rodziców,  nasz ogród  przysparza nam dużo pracy i pochłania wiele czasu. Na starość człowiek robi się niemrawy i niesprawny. Już robota nie pali się w rękach.  Zielsko rośnie, jak zwariowane, choć nikt tego nie sieje. Za to w tym roku mamy „obsadzone” więcej terenu niż zwykle. Co z tego wyrośnie??? na pewno nie gruszki na sośnie, bo…na szczęście sosny na działce nie mamy. Bardzo się cieszę, że w ostatnich dniach odpadło podlewanie na zewnątrz, [bo szklarenka nie ma podnoszonego dachu i bezustannie trzeba latać z konewką]. Tym razem Niebo wyręczyło nas w mozolnej pracy podlewacza. Jeszcze trochę, a lanie wody stanie się moim stałym zajęciem 🙂 Będę specjalistką w tej dziedzinie 🙂 a tymczasem pozdrawiam Was serdecznie.

Majowy weekend…

Właśnie zaczyna się długi, majowy weekend [piątek 27.04.]. Wystarczyło wziąć urlop [albo odrobić] na poniedziałek 30 kwietnia i  już od teraz cieszyć się wypoczynkiem. Znajomi wyjechali przed chwilą do Kołobrzegu. Trochę im zazdroszczę. Taka zmiana środowiska przydałaby się także nam. Jest tylko jedno ale…my mamy wolne cały czas i nie musimy korzystać z ofert wypoczynku akurat wtedy, gdy inni mają wolne. Po co robić  sztuczny tłok? Pojedziemy sobie [albo i nie] po sezonie.  Zaplanuję wypad dopiero, jak poznam prognozę pogody. Obecna jakoś nie kusi mnie do wyjazdu nad morze. Lubię ciepełko [stare kości wygrzewać w słońcu],  luz, spokój i… luksus. W majowy weekend musimy zająć się wnukami. Oj, potrafią oni zrobić z domu Sajgon. Sama radość.  No cóż- „cierp ciało kieś chciało”… Przypadła nam rola „pogotowia opiekuńczego” na telefon. Tylko trochę już kondycyjnie nie wyrabiamy. Dziwimy się więc – skąd u dzieci tyle werwy ? Niespożyte siły i  energia ich rozpiera. A to żywe srebro, bezustannie trzeba mieć na oku. Cieszymy się, że przyjeżdżają, a jednocześnie  martwimy, że nie „wydolimy”. Tak oto – radość się z troską plecie.

majówka1 maja 2 maja 3 maja

[obrazki z netu] FLAGI-KOMPLET

3 maja bis

Pasterz czy Najemnik?

Jezus powiedział:

„Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, do którego owce nie należą, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza. Najemnik ucieka dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach.

Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia i jeden pasterz….

Jaki pasterz, taka owczarnia! To prawda. Po wizytacji naszej parafii Biskup zdradził, że nasz Proboszcz  nie narzekał przed nim na swoją owczarnię. Pomimo nawału obowiązków, [czasami wije się, jak piskorz aby podołać zadaniom i wyzwaniom],  jest zadowolony i czuje się spełniony.

Żeby ludzi prowadzić do Boga, trzeba ich prawdziwie pokochać. Nasz proboszcz  kocha ludzi takimi jakimi są. My to odczuwamy na każdym kroku. Czasami zastanawiam się -skąd u niego tyle empatii, wyrozumiałości i życzliwości wobec drugiego człowieka?  Bezinteresowna miłość bliźniego wyrażana wobec każdego czyni go Kapłanem według Serca Jezusowego. To jest PASTERZ,  a NIE  NAJEMNIK. Przyjął taką postawę wobec nas, swoich parafian, żebyśmy czuli się bezpieczni przy swoim Pasterzu. Modlitwą, zaangażowaniem pełnym poświęcenia w sprawy wspólnoty i błogosławieństwem, broni nas przed niebezpieczeństwami, a także przed ojcem zła i kłamstwa. Czujny kapłan, jest świadomy, że szatan chce zniszczyć dobro. DUSZPASTERZ. Jest człowiekiem wiary, bo sam wierzy w Boga i innych do wiary prowadzi. Cechuje go;  POKORA, MIŁOŚĆ Boga i bliźniego; ŚWIADECTWO ŻYCIA –  jest świadkiem Jezusa [nie tylko mówi o ideale ewangelicznym, ale ten ideał wciela w swoje życie] ; DZIAŁALNOŚĆ DUSZPASTERSKA, która sprawia, że dla niego doba ma za mało godzin i nie starcza mu ich na sen.  Nie może przecież służyć wiernym kosztem służby Bogu i kosztem łączności z Jezusem.  Dopiero co w naszym kościele było bierzmowanie [młodzież aż z 6 parafii],  to już przed NASZYM kapłanem nowe wyzwanie – I komunia św. trzecioklasistów, a potem prymicje naszego parafianina. Potem Boże Ciało, codzienna msza św.; nabożeństwa, religia, sakramenty m.in. pokuty czyli konfesjonał, a także chrzty, śluby, pogrzeby  i…tak przez okrągły rok.  Przecież są jeszcze wspólnoty parafialne, którym też trzeba poświęcić czas; służba ołtarza,  żywy różaniec, dzieci Maryi, Caritas;  grupa modlitwy o.Pio; rada parafialna; kancelaria … [więcej nie pamiętam :)].

Wierni spragnieni kontaktu z duszpasterzem nawet wprosili się do niego na tzw.  „kawę z księdzem” [raz w miesiącu]. A chociaż ksiądz słodyczy nie jada, to na spotkanie przy kawie własnoręcznie wykonuje wypieki [ babki, ciasta]. To się nazywa gościnność ….:) . Tak naprawdę, spotkanie z księdzem przy kawie jest spotkaniem biblijnym, ale za to w bardzo przyjemnej atmosferze.  A… i jeszcze wierni spragnieni pielgrzymek. W tym roku parafialna pielgrzymka do Fatimy, a w ubiegłym roku do Ziemi Świętej.

ks. Jan

Boże z wdzięczności za to, że posłałeś do naszej parafii  ks. Jana- kapłana według Serca Jezusowego, DUSZPASTERZA  a NIE NAJEMNIKA, zanosimy do Ciebie modlitwę w intencji  wszystkich kapłanów;

Modlitwa do Ducha Świętego za kapłanów

Duchu Święty, Duchu Mądrości, prowadź kapłanów;
Duchu Święty, Duchu Światłości, oświecaj kapłanów;
Duchu Święty, Duchu Czystości, uświęcaj kapłanów;
Duchu Święty, Duchu Mocy, wspieraj kapłanów;
Duchu Święty, Duchu Boży spraw, by kapłani ożywieni
i umocnieni Twoją łaską, nieśli słowo prawdy
i błogosławieństwo pokoju na cały świat.

Niech ogień świętej miłości rozpala ich serca,
by w płomieniach tej miłości oczyszczali i uświęcali dusze.

Duchu Święty, powierzamy Ci serca kapłańskie;
Ukształtuj je na wzór Najświętszych Serc Jezusa i Maryi. Amen.

 

Diamentowe gody…

Bycie uczniem Jezusa zobowiązuje zwłaszcza dziś, bo i dziś grozi nam że zostaniemy wyrzuceni z synagogi, ze współczesnych areopagów, że będziemy bojkotowani, wytykani palcami, wyśmiewani, traktowani jako oszołomy, wstecznicy, fanatycy  i ciemnogród, jak osoby niespełna rozumu [albo „pogubione„]. Rozejrzyjcie się uważnie wokół siebie, jak świat reaguje, gdy ktoś publicznie się przeżegna, pomodli się przed posiłkiem, w rozmowie towarzyskiej wyzna swoją wiarę – o. Soiński.  

Dziś DIAMENTOWE GODY obchodzą nasi znajomi. Uroczysta msza św. [koncelebrowana]. Przy ołtarzu mszę św. odprawiało czterech księży;  obecny Proboszcz, były Proboszcz [emerytowany] i dwaj bratankowie Jubilata – Ojcowie Franciszkanie; [o.Paschalis i o.Piotr]. Ewa i Stefan nie wstydzili się publicznie wyznawać swej wiary. Dziś też publicznie, od ołtarza pobiegły ku nim życzenia. Niektóre zaczynały się od słów; „ciociu…wujku…”wzruszające to słowa płynące z głębi serca, pełne ciepła i szczerości.  Choćby tylko dla takiej chwili- WARTO ŻYĆ.  

rocznica slubu

Ewa i Stefan  Ewa i Stefan

Nasza znajomość zawiązała się wiele lat temu.  Jubilaci, to ludzie wielkiego serca. Czerpaliśmy z ich życiowego doświadczenia i życiowej mądrości. Chętnie nam [nie tylko nam] pomagali w różnych sytuacjach. Ewa wiele lat pracowała w przedszkolu, jako wychowawczyni [przedszkolanka]. Przez wiele lat była wolontariuszką w Caritasie.  Zaś Stefan pracował najpierw razem z mężem na jednym oddziale, [to wówczas nawiązała się nasza przyjaźń] a potem przeniósł się do pracy lepiej płatnej, choć bardziej szkodliwej, ale za to mógł wcześniej przejść na emeryturę. Niedawno obchodził 85 urodziny, zatem to już 25 lat na emeryturze [jak ten czas leci]. Codziennie na mszy świętej. Wiele lat należał do Rady Parafialnej. Lubiliśmy i nadal ich lubimy [oboje z mężem]. Stefan to taka „oaza spokoju”. Rozważny i roztropny.  Nigdy nie widziałam go zdenerwowanego, wkurzonego i nieopanowanego, a przecież los ich nie pieścił. Złączeni ze sobą węzłem małżeńskim „na dobre i na złe; w zdrowiu i chorobie„. Oboje przeszli poważne operacje. Co było fundamentem ich związku? SAKRAMENT.  Dziś stanowią wzór i przykład [także dla nas] udanego małżeństwa. Świadectwo Ewy i Stefanasłuchać Słowa Bożego i je realizować w życiu; swym przykładem zaświadczać, że  co niemożliwe u ludzi, to możliwe u Boga. Jak się zawierzy Bogu, to dom zbudowany na fundamencie wiary [skale] przetrwa różne zawirowania życiowe, a wichry i burze nie zniszczą związku.

Dlaczego poświęcam im swą notkę? Bowiem dziś na mszy św. uświadomiłam sobie, że to nasza najcenniejsza przyjaźń. Nikt z obcych ludzi nie okazał nam tyle serca i tyle zrozumienia, co Ewa i Stefan. Bóg postawił ich na naszej drodze życia, byśmy doświadczyli ludzkiej życzliwości, zaś im dane było dożyć  takiego jubileuszu. W drodze z kościoła rzekłam do małżonka- ciekawa jestem jakiego jubileuszu my doczekamy razem???

zyczenia_imieninowe_21

EWO !  STEFANIE ! Ta Wasza 60-ta  rocznica ślubu może być szczególną okazją do tego, by się zatrzymać i spojrzeć wstecz na to, co osiągnęliście w ciągu Waszego małżeństwa. Jest to czas zarezerwowany na wspomnienia radosnych chwil oraz rozwiązanych problemów. To czas na podziękowanie Bogu za rozwój Waszej miłości i trwałości Waszego małżeństwa. Dodam jeszcze modlitwę- prośbę;

Boże prowadź! Boże pomagaj. SZCZĘŚĆ BOŻE JUBILEUSZOWEJ PARZE!

Pakt z diabłem-legenda…

W poprzedniej notce napisałam, że w zamku [ właściwa nazwa „w pałacu”‚] w Mosznej nie było windy, w czasach mojego tam pobytu, jako kuracjuszki. Należy się sprostowanie – winda była, lecz dźwig nie jeździ do dziś od śmierci właściciela zamku magnata Huberta von Thiele-Wincklera. Winda wjeżdżała do jego prywatnego apartamentu i biblioteki. Podobno on z diabłem cyrograf podpisał, że ten Lucyfer po jego śmierci nie dopuści do tego żeby tam kto windą wjechał! – opowiada legenda. Winda stoi, nie działa, popada w ruinę, bo nieczynna do dziś. Oto jedna z legend.

„Dźwig z legendą” – winda na zamku w Mosznej
 http://ewit.pl/dzwig:news-29.htm

Pakt z diabłem

„Miejscowa ludność z zachwytem i podziwem, patrzyła jak buduje się zamek w Mosznej. Tempo w jakim powstał (3 lata) było niewiarygodne nawet jak na XX w. wiek gwałtownego rozwoju techniki. Historia budowy urosła do rangi mitu. Skoro technicznie było to niemożliwie, to budowniczym musiały pomagać nadprzyrodzone siły. Tak pewnie narodziła się legenda, że właściciel musiał mieć pakt z diabłem!! Wiele późniejszych tragicznych i tajemniczych zdarzeń w dziejach właścicieli wyjaśniano właśnie w ten sposób. Również klątwą, która została rzucona na windę…. I winda już nie ruszy..”

„W 2006 r. inicjując z Rafałem Firgankiem akcję „Ratujmy zabytkowe windy” nie spodziewaliśmy się, że spotkamy się z takim zainteresowaniem. Odbierałem kilka razy w tygodniu telefony z całej Polski z zapytaniami dotyczącymi możliwości ponownego uruchomienia dźwigów, które dziesiątki lat stały nieeksploatowane. Któregoś dnia zadzwonił p. Eryk Klimek, przedstawiając się jako konserwator dźwigów ze Śląska. Upewniwszy się, że nadal zajmuję się zabytkowymi windami zadał mi dwa pytania w śląskiej gwarze, których nigdy nie zapomnę!. – Ma pan rodzinę ? – Mam – odpowiedziałem – A boi się pan diabła? – Nie boję się – uśmiechnąłem się pod nosem odpowiadając – To dobrze, bo mam dla pana ciekawą robotę. W Mosznej jest dźwig z lat 30-tych, który chciałbym uruchomić i dopuścić do eksploatacji. Co się jednak do tego zabiorę, to coś mi w tym przeszkadza. A to problemy ze zdrowiem, a to ze sprzętem . Pomoże pan, panie inspektorze? – A no pomogę – temat zaintrygował mnie. Tylko czemu dopytuje mnie pan o rodzinę – pytam? – Bo to się może różnie skończyć dla nas! – A co się takiego miało by stać – zastanawiam się pytając – A bo na tym dźwigu trzyma rękę Diabeł…. Dźwig nie jeździ od śmierci właściciela zamku magnata Huberta von Thiele-Wincklera. Winda wjeżdżała do jego prywatnego apartamentu i biblioteki. Podobno on z diabłem cyrograf podpisał, że ten Lucyfer po jego śmierci nie dopuści do tego żeby tam kto windą wjechał! – opowiada – Próbowano ja parę razy uruchamiać ale zawsze się to źle kończy dla tych co się za to zabierają. W latach 60-tych poprzednicy którzy wymieniali aparaturę sterowa mieli tragiczny wypadek samochodowy. Ja też, tylko co się go tknąłem to zaraz wyszło na mnie ciężkie choróbsko, ale się zawziąłem i powiedziałem – Albo ja albo on, to znaczy się ten Diabeł. Dźwig muszę uruchomić – stanowczo kończy. To co wchodzi pan w to panie inspektorze? – Wchodzę – zdecydowanie odpowiadam. Wybrałem się do Zamku w Mosznej tydzień później by razem z p. Erykiem Klimek przeprowadzić oględziny i wykonać ekspertyzę dźwigu. Ekspertyza dźwigu… (…) Przekonany, że należy działać jak najszybciej wróciłem do domu. Całą drogę powrotną z kolegą Rafałem Firgankiem rozmawialiśmy co należałoby zachować żeby w dźwigu zostawić jak najwięcej substancji zabytkowej. Diabeł powiedział pierwsze słowo.. Nie dane mi było zabrać się jednak za ekspertyzę od poniedziałku. Wracałem w pośpiechu i z lekkim przerażeniem po telefonie dzieci, że w dom uderzył piorun!! Popalone instalacje, spore koszty. Uff, dom się chociaż nie zapalił. Przez myśl przemknęło – a jaki to czort się za to zabrał… Jeszcze raz ostrzegł.  Po trzech tygodniach byłem gotowy z ekspertyzą. Siedziałem tego dnia do późna w biurze nad dokumentacjami. O tej porze kiedy już nikt nie dzwoni telefon jednak zatrzymał mnie, gdy już zamykałem pokój. Pan Eryk dzwonił dopytując czy ekspertyza gotowa, bo trzeba ruszyć roboty. Potwierdziłem że gotowa, że wyślę jutro i cieszę się że sprawy nabrały tempa. Jednak na moją prośbę i za zgodą dyrektora nie wysłałem tej ekspertyzy nigdy. Tego wieczoru po odłożeniu słuchawki wsiadłem w samochód i pojechałem do domu. Przy Rondzie Ofiar Katynia często stoją autostopowicze, tak było i tym razem. Ksiądz w sutannie bardzo energicznie machał. Zatrzymałem a gdy wsiadł wiedziałem, że będą problemy… Cuchnął jak kloszard, czuć od niego było alkohol. Kiedy zaczął grypsować już wiedziałem, że to recydywa i że przebrany jest w sutannę bo ucieka. Powiedział żebym jechał na autostradę, tam przed bramkami kazał mi się zatrzymać i wysiadł. Na odchodne rzucił, że tu to sobie już poradzi. Te dziesięć minut było jednym z najdłuższych w moim życiu… Trzeciego razu nie będzie Tych przypadków dla mnie i dla p. Eryka Klimek zaczęło być zbyt wiele. Dotarło do mnie że z jakiegoś powodu nie jest mi dane sprawę tego dźwigu zakończyć. Nie chciałem zmierzyć się z „trzecim przypadkiem”… Dźwig nadal czeka.. Dźwig w Musznej do tej pory nie ruszył. Czeka na firmę dźwigową, która podejmie się jego modernizacji. Czas działa na niekorzyść i należy się spieszyć. Jeżeli do Was ktoś któregoś dnia zadzwoni i zapyta czy macie rodzinę i czy boicie się diabła bo trzeba zmodernizować dźwig dobrze zastanówcie się zanim się zgodzicie….”

Moja historia z dźwigiem w Mosznej Leszek Fidelus Galeria zdjęć Zamku w Mosznej www.zamek-moszna.yoyo.pl

Zamek w Mosznej…

Zamek w Mosznej – 99 wież i wieżyczek

Zamek w Mosznej jest jedną z największych atrakcji Opolszczyzny i jednym z najciekawszych zamków w Polsce. Swoją sławę zawdzięcza bajkowemu wyglądowi – ma 365 pomieszczeń, 99 wież i wieżyczek. Do 30 września na gości zamku czeka wyjątkowa atrakcja – do zwiedzania udostępnione zostały dwie z największych pałacowych wież.

Czemu o tym piszę? Otrzymałam zaproszenie na uroczystości urodzinowe w tym zamku ; dziś zatem będę tam balować.
Moszna

 

Dawno temu [ o jak dawno] , w zamku tym było sanatorium i mnie dane było przebywać w nim aż  21 dni [w m-cu lipcu]. Czułam się tam, jak księżniczka zamknięta w jednej z wież. Jak to dobrze, że w tym czasie były upały, bowiem w murach tego zamczyska było zimno, ponuro i nieprzyjemnie. Okienka w wieżyczkach, nie dość że były maleńkie, to jeszcze zakratowane. Sala, w której zostałam zakwaterowana, olbrzymia, w jednej z największych pałacowych wież. Tak wysoko, że szok, a windy nie było [ale ja wtedy byłam młoda i zwinna niczym sarenka, więc te schody pokonywałam z radością  🙂 ].  Mieściła sala aż 8 łóżek kuracjuszek o różnym stopniu znerwicowania. Nie obeszło się bez afery i wielkiej kłótni. Jednej pani zginęła biżuteria, podobno pamiątka rodzinna. Była policja, przesłuchania, podejrzenia i bardzo niemiła atmosfera. Ale były też sercowe perypetie i zawirowania. Wszak  jedną z metod leczenia nerwic,  [rzekomo bardzo skuteczną], była…krzakoterapia.  Mnie ona nie dotyczyła, lecz rykoszetem oberwało się także mnie, gdy w odwiedziny przyjechał zazdrosny mąż jednej z kuracjuszek. Mówię Wam- ludzie to potrafią sobie komplikować życie, a potem wpadają w nerwicę. Mnie o to nerwicowe schorzenie przyprawiła praca zawodowa, [dlatego nie w głowie mi była krzakoterapia], ale ten koszmar zawodowy od dawna mam już za sobą.  

  Dziś sanatorium zostało już stamtąd wyprowadzone. Mam nadzieję, że dzisiejszą uroczystość będę milej wspominać.